Rosjanie mają powody do niezadowolenia. Aby trudy codziennego życia nie przełożyły się na antyrządowe wystąpienia, ekipa Władimira Putina kupuje sobie spokój pompując miliardy rubli w rozbudowany i nieefektywny system polityki społecznej. Nic w tym dziwnego, nawet w „starych demokracjach”, zwłaszcza przed wyborami, rządy starają się przypodobać wyborcom.

Sytuacja Rosji jest jednak inna z kilku powodów. Po pierwsze, ilość petrorubli zasilających budżet państwa wprost zależy od cen ropy na światowych rynkach. Czyli nie zależy od Kremla. Po drugie, zwłaszcza w ostatnich latach, lwią część budżetu pochłania gigantyczny aparat policyjny i uczestnictwo w kolejnych międzynarodowych awanturach, od Krymu, przez Donbas po Syrię. Po trzecie i najważniejsze, kremlowscy ekonomiści zaklinają rzeczywistość, czarują statystyką i udają, że budżet jest zrównoważony, podczas gdy większość ich prognoz jest błędna a sytuacja gospodarcza państwa pogarsza się. W konsekwencji, rząd jest zmuszony odbierać fundusze ważnym projektom aby gasić kolejne pożary wybuchające w różnych obszarach życia publicznego.

Polecamy analizę stanu rosyjskiej gospodarki autorstwa Siergieja Żaworonkowa, zamieszczoną w serwisie „Intersection”.