Kolejny etap stołecznej afery reprywatyzacyjnej, oprócz zwolnień w ratuszu, przyniósł ożywienie długoletniego sporu między zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości a jego przeciwnikami. Podczas gdy „pisofobi” bagatelizują problem twierdząc, że krytyka Hanny Gronkiewicz-Waltz skończy się przejęciem przez „straszliwy PiS” warszawskiego samorządu, „pisofile” twierdzą, że wystarczy usunąć obecną prezydent, a sprawa się sama rozwiąże.

Prawda jest jednak taka, że kwestię reprywatyzacji zaniedbywano w Warszawie nie tylko za rządów Platformy Obywatelskiej, lecz także Prawa i Sprawiedliwości czy Unii Wolności. Tymczasem korzystająca z chaosu prawnego garstka uwłaszczała się na majątku wspólnym, zmuszając jednocześnie około 40 tysięcy osób do wyprowadzenia się z „odzyskanych” budynków.

I choć główna odpowiedzialność polityczna za kosztowny chaos spada na Hannę Gronkiewicz-Waltz, partia Jarosława Kaczyńskiego również jest w temacie reprywatyzacji niewiarygodna. Warszawa staje się więc doskonałym polem do pojawienia się trzeciej, wiarygodnej siły, która swój sukces mogłaby przenieść na cały kraj. W opinii Rafała Wosia formacja zdolna do przeciwstawienia się podziałowi PO-PiS powinna lokować się „gdzieś pomiędzy wrażliwością dopasowanej i dorabiającej się klasy średniej (ktoś mógłby rzec lemingów), sprzyjającej Nowoczesnej, a zbuntowanym elektoratem prekariuszy z Partii Razem, coraz śmielej wypuszczającej swoje czułki w „lud”, ze szczególnym uwzględnieniem ruchów miejskich”.

 

Cały tekst Rafała Wosia dostępny jest na portalu wp.pl.

wp