Nie da się zaprzeczyć, że Uber podbił polski rynek. „Zamów Ubera” niemal wyparło stare, dobre i wszystkim znane „zamów taksówkę”. I tak, patrząc na niewątpliwą popularność tej aplikacji, projekcja kosmicznych zysków firmy staje się oczywista. Nic bardziej złudnego! Póki co, Uber sukcesywnie notuje straty, bo potencjalne korzyści pojawią się dopiero gdy firma osiągnie pozycję monopolisty. To jednak nie zniechęca inwestorów i lubiących ryzyko spekulantów giełdowych, których uwodzi opowieść o uber-wolności. Co więcej przybywa procesów sądowych wytyczonych Uberowi, które również skracają listę miast, gdzie Uber może kontynuować swoją ekspansję.

Przyszłość firmy nie wygląda różowo również gdy wspomnimy majową decyzję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości uznającego Ubera za firmę przewozową, co daje państwom i samorządom pole manewru do regulowania jego funkcjonowania. Ciemna strona Ubera, to również unikanie podatków, zatrudnianie imigrantów, którzy przyciśnięci trudną sytuacją gospodarczą akceptują wszystkie warunki pracy. A więc, jak trafnie zauważa Konopczyński, ta z pozoru niewinna aplikacja przy bliższym poznaniu okazuje się być „zdziczeniem współczesnego kapitalizmu”. Zdziczeniem, które polega na tym, że międzynarodowe korporacje uważają, że nie muszą przestrzegać lokalnego prawa.

Cały tekst Filipa Konopczyńskiego jest dostępny na stronie Gazety Wyborczej.