Filip Konopczyński na łamach „Krytyki Politycznej” komentuje rządową reformę edukacji.
Jego zdaniem we wzajemnym sprzężeniu edukacji i gospodarki oba skrajne stanowiska – zarówno to głoszące decydujący wpływ oświaty na gospodarkę, jak i całkowicie przeciwne – mówiące o braku jej oddziaływania na wyniki ekonomiczne państw – są fałszywe.

Z tej perspektywy przedstawiony przez minister Annę Zalewską projekt reformy oświaty stoi zdaniem autora w sprzeczności z założeniami planów ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego.

Według Filipa Konopczyńskiego likwidacja gimnazjów zarówno zdestabilizuje rynek pracy nauczycieli jak również, wskutek skrócenia edukacji przy wcześniejszym profilowaniu uczniów, wpłynie ujemnie na pogłębienie nierówności społecznych.

Wczesna specjalizacja i rozdzielenie dużej części dzieci rodzi ryzyko, że powszechny poziom edukacji ogólnokształcącej (tzn. takiej, która uczy także rzeczy nieprzydatnych w pracy) będzie fikcją  – pisze autor.

W kontekście „planu Morawieckiego” i przewidywanego przez minister Zalewską zwiększonego zaangażowania przedsiębiorców w proces edukacji w szkołach branżowych, Konopczyński zwraca uwagę na niedostateczną z punktu widzenia założeń planowanej reformy edukacji stabilizację zatrudnienia absolwentów tych ostatnich w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, oraz na związane z tym ryzyko niskiej konkurencyjności zbyt wąsko sprofilowanych absolwentów.

W praktyce mówimy o dostosowywaniu curiculum szkół branżowych do potrzeb biznesu, który jest ulokowany w SSE ze względu na niskie koszty pracy oraz preferencje podatkowe.

W kontekście np. umowy stowarzyszeniowej UE-Ukraina oraz przewidywań ekspertów co do postępującej robotyzacji miejsc pracy trzeba wątpić, czy takie podporządkowanie edukacji biznesowi faktycznie będzie dobrym posunięciem.

Cały tekst Filipa Konopczyńskiego dostępny na portalu „Krytyki Politycznej”.