Prace nad „Widmem Polskiej Dyktatury” PIS rozpoczął dwa lata temu. Obraz wciąż nie jest ukończony. Do artystycznego demontażu pozostały przecież jeszcze media, samorządy i uniwersytety. Jak tłumaczy Adam Leszczyński finalny obraz będzie „amalgamatem tego, co znamy z polskiej przeszłości, i nowych metod autorytaryzmu, wypracowanych przez Putina, Orbana, Erdogana czy Chaveza”.

Dążąc do stworzenia możliwie silnej fasady demokracji PIS stara się mieć na uwadze wszystkie jej ważne elementy. Można zatem spodziewać się, że potencjalne represje będą sporadyczne i na pierwszy rzut oka legalne. Dziennikarze nie będą wsadzani do więzień – nakaże się im raczej zapłacenie wysokiej grzywny bądź bardzo kosztowne opublikowanie przeprosin. Media opozycyjne nie zostaną zlikwidowane, zachowanie pozorów pluralizmu jest konieczne. Można jednak oczekiwać ich marginalizacji, a w mediach publicznych – stosowania jeszcze bardziej abstrakcyjnej propagandy i swobodnego tworzenia „alternatywnych faktów”.

Ważnym elementem obrazu jest również gospodarka, którą PIS rysuje grubą kreską konsumpcji. Średnia klasa niech konsumuje, a aparat będzie szczodrze wynagradzany. Na sowite zyski mogą liczyć też przychylni władzy naukowcy, należy zatem spodziewać się zmian także w Akademii.

„Widmo Polskiej Dyktatury” to obraz groteskowy, przypominający charakterem operetkę. To jednak należy docenić – jeśli już mamy mieć dyktaturę, to lepsza operetkowa od śmiertelnie poważnej.

Cały tekst Adama Leszczyńskiego jest dostępny po polsku na stronie krytyka polityczna.