X spotkanie Klubu PL_RU, które odbyło się w dniach 5-6 kwietnia 2017 w Warszawie, postanowiliśmy poświęcić zmianom zachodzącym w świecie Zachodu i ich znaczeniu dla Rosji i Polski. Uczestniczyło w nim 28 osób, 10 z Rosji i 18 z Polski (Uczestnicy).

Temat spotkania – Współczesne „rewolucje” – został wybrany nieprzypadkowo: w 2017 roku przypada bowiem setna rocznica rosyjskich rewolucji, lutowej i październikowej. Były to wydarzenia, które zmieniły bieg historii, nie tylko Rosji ale i całego świata. Po stu latach sytuacja w Rosji wydaje się względnie przewidywalna. Tymczasem niepokój i poczucie niestabilności zagościły dziś w świecie Zachodu. Od zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, po wzrost na Zachodzie sił kontestujących demokratyczny ład (Polska, Węgry) oraz integrację europejską (Holandii, Francji czy Austrii).

Zdefiniowanie zachodzących zmian nastręcza problemów politologom, socjologom i ekonomistom. Mówi się o konserwatywnych, populistycznych, antyliberalnych rewolucjach, o odwrocie od demokracji liberalnej czy o kontrrewolucji.

Podczas X spotkania Klubu PL_RU zastanawialiśmy się, czy świat stanął u progu głębokich, wręcz rewolucyjnych zmian. Jeżeli tak, to jaki jest ich charakter, przyczyny a – przede wszystkim – konsekwencje, także dla Rosji i Polski. (Tezy)

Czy jest wspólny mianownik zmian w świecie?

W pierwszej części spotkania prowadzonej przez Łukasza Pawłowskiego („Kultura Liberalna”), uczestnicy dyskutowali o przyczynach i przebiegu zachodzących w świecie zmian. Historyk Paweł Puczkow (Uniwersytet im. M. Łomonosowa w Moskwie) w swym referacie wprowadzającym mówił o podobieństwach obecnej sytuacji do roku 1968 roku i „wystąpienia synów przeciw ojcom” zaznaczając, że tym razem wektor zmian jest odwrotny, gdyż kwestionowany porządek świata miałby być zastąpiony przez ład znany z przeszłości. Polemizowała z nim Irina Czeczel („Gefter.ru”), która na przykładzie Rosji mówiła, że zmiany tam zachodzące nie noszą znamion rewolucji, a ich konserwatyzm jest pozorny – postuluje się bowiem obronę nie tego, co było, a tego, co powinno być. Tomasz Krawczyk (współpracownik Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego), autor drugiego referatu, mówił natomiast o deprecjacji pojęcia „rewolucji” we współczesnym dyskursie i przyczynach faktycznych rewolucji, na przykład na Ukrainie.

Uczestnicy spotkania zgodzili się, że zmiany we współczesnym świecie, od Rosji, przez Europę, po Stany Zjednoczone, mają wspólny mianownik, którym jest zakwestionowanie powojennego porządku liberalno-demokratycznego w sferze politycznej i społecznej oraz – w sferze ekonomicznej – konsensusu waszyngtońskiego na Zachodzie, o czym mówił Rafał Woś („Polityka”) i oligarchicznego „kapitalizmu rodzinnego”, jak Jekaterina Romanowa (Rosyjska Akademia Nauk) określiła ustrój gospodarczy Rosji.

Czy to jest rewolucja?

Uczestnicy spotkania nie doszli natomiast do porozumienia w kwestii definicji zachodzących zmian. Rafał Woś, Aleksiej Czadajew (Rosyjska Akademia Gospodarki Narodowej i Służby Państwowej przy Prezydencie Rosji) czy prowadzący Łukasz Pawłowski, byli skłonni określić je mianem rewolucji lub kontrrewolucji. Rafał Woś stwierdził, że odrzucenie obowiązującego paradygmatu ekonomicznego liberalizmu, odzyskiwanie przez polityków wpływu na kształtowanie polityki ekonomicznej państw kosztem ekonomistów i korporacji (a w polskim przypadku także beneficjentów transformacji ustrojowej po 1989 roku) i wynikająca z tego realna zmiana ładu gospodarczego po kryzysie 2008 roku nosi wszelkie znamiona rewolucji. Aleksiej Czadajew natomiast zaakcentował rolę „zewnętrznych” sił, stymulujących społeczne niezadowolenie i posługujących się, choćby na Ukrainie, rewolucją jako narzędziem do zmiany obowiązującego systemu.

Maksim Goriunow (współpracownik „Forbes.ru” i „Slon.ru”) był przeciwnego zdania – uważał, że większość głośnych wydarzeń ostatnich lat, od masowego poparcia rosyjskiej aneksji Krymu, przez wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA po niespodziewanie liczną frekwencję na inspirowanych przez Aleksieja Nawalnego demonstracjach w marcu 2017 roku można tłumaczyć… znudzeniem relatywnie zamożnej miejskiej klasy średniej. Tezę tę poparła również Anastazja Kirilenko (niezależna dziennikarka śledcza), dodając, że zmęczenie tradycyjną sceną polityczną wkrótce minie. Za mające rewolucyjny potencjał Goriunow uznał jedynie niedawne protesty na Białorusi – pozbawione „ładnej” oprawy w mediach społecznościowych i partyjnych sloganów, wynikające z podstawowej potrzeby obrony własnego dobrostanu ekonomicznego przez ubożejące społeczeństwo.

Ze zwolennikami określania zmian na Zachodzie mianem „rewolucji” polemizował także Wojciech Konończuk (Ośrodek Studiów Wschodnich im. M. Karpia). Jak zauważył, nie prowadzą one do gruntownej zmiany ustroju, konstytucji czy masowej wymiany elit. Nie zdarzyło się to od czasu antykomunistycznych rewolucji 1989 roku. Bardziej adekwatne, zdaniem Konończuka, określenia to: wstrząsy, kryzys polityczny, konserwatywna fala bądź fala populizmu.

Także Dominika Kozłowska („Znak”) skłonna była używać terminu „fala” do opisu populistycznego zwrotu we współczesnym świecie. Coraz bardziej powszechną konserwatywną retorykę tłumaczyła zaś względną łatwością uzyskania za jej pomocą politycznej legitymacji do sprawowania władzy. Marta de Zuniga (Laboratorium „Więzi”) również odrzuciła termin „rewolucja”, opowiadając się raczej za „korektą”. „Mind the gap”, przestrzegała, nawiązując przewrotnie do komunikatów w londyńskim metrze, nie zgadzając się na bezkrytyczne stawianie w jednym szeregu całkowicie w gruncie rzeczy odmiennych przykładów państw, w których dokonuje się owa antyliberalna „korekta”.

Czy znamy przyczyny?

Z dyskusji wyłoniły się trzy podejścia do genezy zachodzących zmian.

Pierwsze skupia się na deprywacji ekonomicznej określonych warstw społecznych. Wątek ten tłumaczyła w swoim referacie Olga Irisowa (Projekt „Intersection”), która zaznaczyła, że ta aktualnie trawiąca świat globalna choroba daje przestrzeń nowym populistom by żonglować swoją narracją i kusić zdolnością do przeprowadzenia przemiany gospodarczej czy homogenizacji społeczeństwa. Za rosyjskich przedstawicieli nowego populizmu, Irisowa uznała Aleksieja Nawalnego i Wiaczesława Malcewa, którzy, w przeciwieństwie do swych zachodnich kolegów, prowadzących świat liberalnej demokracji do degradacji, są zdolni do zmiany systemu autorytarnego i finalnie doprowadzenia do ustanowienia demokracji liberalnej w Rosji.

Drugie podejście, jako przyczynę zmian podaje poczucie zagrożenia kulturowego wśród „młodych, białych mężczyzn Zachodu”, jak określa ich badacz amerykańskiej alternatywnej prawicy, Jakub Dymek („Krytyka Polityczna”). Postrzegają oni siebie jako grupę represjonowaną przez współczesną poprawność polityczną, pozbawioną własnej polityki tożsamości, są ponadto sfrustrowani ekonomicznie i stąd podatni na reakcyjną, agresywną retorykę populistów. Poszukując korzeni fenomenu braku tożsamości jednostki, Dymek winę upatruje w działalności korporacji międzynarodowych i instytucji europejskich.

Trzecie podejście, prezentowane przez Maksima Goriunowa, to znudzenie „sytej” klasy średniej, żądnej show i postrzegającej życie publiczne jako alternatywę dla telewizyjnej rozrywki z niższej półki. Trump czy Putin wydają się im równie interesujący, jak bohaterowie seriali i talk-show.

Czy rewolucyjny język jest instrumentalnie wykorzystywany przez elity?

Uczestnicy wskazywali też na instrumentalne wykorzystywanie nastrojów społecznych przez elity polityczne. Obserwował to zarówno Jakub Dymek w przypadku amerykańskiego alt-right, którego przedstawiciele, pokroju Steve’a Bannona, zazwyczaj nie wierzą w postulaty, które głoszą, jak i Wojciech Konończuk czy Irina Czeczel – w odniesieniu do putinowskiej Rosji, w której Kreml gra populistyczno-konserwatywną kartą by uniknąć szczerej debaty o historii czy wyzwaniach gospodarczych. Także w opinii Dominiki Kozłowskiej konserwatyzm jest wykorzystywany instrumentalnie – w procesie legitymizacji władzy.

O ile uczestniczący w dyskusji Polacy traktowali rosyjski konserwatywny zwrot jako porównywalny z retoryką Donalda Trumpa czy działaniami władz w Warszawie i Budapeszcie, o tyle Rosjanie na takie uogólnienie się nie godzili. Oceniali bowiem, w większości, zmiany na Zachodzie jako realne podważenie status quo przez część elit i popierającą ją część społeczeństwa. Zmiany w rosyjskim dyskursie uważali zaś wyłącznie za strategię komunikacyjną władzy, post factum dopisującej ideologię do wydarzeń.

Co dalej?

Na koniec dyskusji uczestnicy podjęli próbę prognozy potencjalnych skutków współczesnych rewolucji. W odczuciu Irisowej, w perspektywie krótkoterminowej, aktualne zdarzenia jawią się jako oczywiste zagrożenie, które może wywołać falę autorytaryzmu. Z drugiej strony, politolożka optymistycznie wierzy, że rewolucja może być katalizatorem zmian i szansą na mobilizację ruchu sprzeciwu, tak jak było to widoczne w Polsce czy Stanach Zjednoczonych.

Na zakończenie spotkania, uczestnicy o wyzwaniach stojących przed liberalną demokracją rozmawiali z gościem specjalnym, prof. Adamem Danielem Rotfeldem, ministrem spraw zagranicznych w rządzie Marka Belki.

Spotkaniu klubu towarzyszyła debata publiczna pt. Make Russia great again: Czy zmiany na Zachodzie opłacają sie Rosji?, spotkania uczestników klubu ze studentami SGH i UW, a także debata w Radio TOK FM.

opr. Krzysztof Mrozek i Ewa Żukowska