Siódme spotkanie Klubu PL_RU poświęcono relacjom między ustrojem politycznym, a przyjętym modelem gospodarczym. Przyglądano się potencjalnym przewagom i wadom poszczególnych modeli, zmianom zachodzącym w globalnej gospodarce oraz polityce ekonomicznej Polski i Rosji. Udział w spotkaniu wzięły 24 osoby, w tym 6 gości z Rosji (patrz: uczestnicy)

Spotkaniu towarzyszyła prowadzona przez Jarosława Kuisza („Kultura Liberalna”) debata publiczna: Gospodarka Rosji w czasach kryzysu, w której uczestniczyli: Denis Burakow(„Gefter”), Paweł Kazarin(Radio Swoboda), Jekaterina Romanowa(Instytut Europy RAN), Denis Wołkow(Centrum Lewady).

Polecamy omówienia trzech sesji spotkania:

Sesja 1

Dyskusji w czasie pierwszej sesji spotkania Klubu PL_RU ton nadało wprowadzenie Łukasza Pawłowskiego. Dowodził on, że polska gospodarka znajduje się w całkiem dobrym stanie i przywołał wskaźniki, mające ten fakt udowodnić – wzrost PKB per capita w stosunku do średniej unijnej (54% w 2007 roku, 70% dziś), pensji minimalnej (936 złotych w 2007 roku, 1750 dziś) i długości życia (kiedyś 79,7 i 71, dziś 81 i 73, odpowiednio dla kobiet i mężczyzn). Wspomniał również o opublikowanym przed kilkoma miesiącami raporcie „The Economist”, w którym 25 lat potransformacyjnej historii Polski zostało określone jako „nowy złoty wiek”. Mimo to, preferencje polityczne Polaków zmieniły się znacząco, a rządząca przez ostatnie osiem lat Platforma Obywatelska poniosła w wyborach sromotną porażkę. Jak to się stało, że Polacy tak bardzo chcą zmian, skoro jest tak dobrze? – pytał Pawłowski.

W odpowiedzi, Tomasz Kasprowicz uznał prawdziwość statystyk mających świadczyć o „nowym złotym wieku Polski”. Według niego, Polska nie tylko jest prymusem transformacji, ale sukces ten jest również udziałem wszystkich warstw społecznych, na co dowodem jest obniżający się współczynnik Giniego. W opinii Kasprowicza, powodem silnego sprzeciwu wobec władzy Platformy Obywatelskiej jest zbyt częste powtarzanie tez o skuteczności transformacji – rozbudza to oczekiwania Polaków i sprawia, że mają oni pretensje, że nie żyją w raju. Dość podobne, choć nieco bardziej krytyczne spojrzenie przedstawił Bartłomiej Nowak – jak powiedział, prezentowane przez społeczeństwo dążenie do zmian ma podstawę w rozziewie między rzeczywistością a oczekiwaniami. Po wejściu do Unii Europejskiej, Polacy zaczęli częściej podróżować na Zachód i zauważyli, że tamtejsze standardy – zwłaszcza poziom płac – są znacznie wyższe.

Jak jednak zwrócili uwagę inni paneliści, wysokość płac jest tylko jednym z problemów nękających polski rynek pracy. W opinii Michała Syski, dopiero w połączeniu z niepewnością pracy – wyrażającą się zwłaszcza w związku z popularnością zatrudniania na umowy cywilnoprawne – stanowi ona o peryferyjności polskiego modelu kapitalizmu, z której właśnie wynika obecny bunt społeczny. Syska odniósł się również do tezy Tomasza Kasprowicza dotyczącej zmniejszających się nierówności. Jak podkreślił, bazowanie na współczynniku Giniego jest mylące, ponieważ jest on obciążony znaczącą wadą badawczą – nie bazuje na stanie faktycznym, tylko na deklaracjach badanych. Co więcej, we współczynniku tym nie jest ujęty inny wymiar nierówności, związany z degradacją usług publicznych, na który zwracał uwagę również Filip Konopczyński. Jak mówił w świetle problemów z dostępem do służby zdrowia, przedszkoli czy żłobków, „ludzie nie mają świadomości, że to jest coś, na co mogą liczyć” ze strony państwa. Rafał Kalukin wspomniał z kolei o docierających do opinii publicznej sygnałach o coraz silniejszej iluzoryczności systemu emerytalnego. Jak dodał Michał Syska, brakuje także refleksji na temat tego, ile kosztują Polskę zaniechania w tych dziedzinach. Według niego, istniejący wśród partii politycznych szeroki konsensus w zakresie konieczności korekty kursu potransformacyjnego bierze się właśnie z dostrzeżenia barier ekonomicznych leżących w nieefektywnej polityce społecznej.

Mimo zgody w kwestii konieczności tej korekty, w opinii uczestników konferencji żadna z obecnych na scenie politycznej partii tak naprawdę nie kwestionuje dziedzictwa transformacji jako całości. Jak powiedział Piotr Koryś, „jeżeli którakolwiek z tych partii na poważnie kwestionowałaby transformację, to jednocześnie proponowałaby model czegoś innego”, co jednak nie następuje. W ten tok myślenia wpisał się Leszek Jażdżewski. Wysunąwszy tezę o bankructwie liberalizmu gospodarczego jako ideologii politycznej po kryzysie ekonomicznym, stwierdził, że żadna z partii nie ma spójnej wizji zastąpienia go inną ideologią. Nie zgodził się tym samym z Łukaszem Pawłowskim, który we wprowadzeniu zwrócił uwagę na powstanie Partii Razem, mającej na sztandarach projekt socjaldemokratyczny oraz Nowoczesnej Ryszarda Petru, próbującej „ożywić” liberalizm. Na te dwie nowe partie zwrócił uwagę również Krzysztof Iszkowski, według którego są to jedyne ugrupowania, mające wyraziste poglądy. Jak powiedział, tworzą one „bardzo ciekawy duet przeciwstawnych rozwiązań, [natomiast] inne partie mówią mniej więcej to samo”. Według niego, hasło „silna gospodarka, wyższe płace” z plakatu Ewy Kopacz mogłoby równie dobrze znaleźć się na billboardzie z Beatą Szydło. Iszkowski zwrócił również uwagę na intensywny proces wymiany polityków między głównymi partiami, co w jego opinii powoduje, że wybór jednej z nich kosztem drugiej jest jedynie zmianą iluzoryczną. Z tezą o braku znaczących różnic między Platformą Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością nie zgodziła się Dominika Kozłowska. Jak powiedziała, z perspektywy społecznego aspektu gospodarki – funkcjonowania instytucji opiekuńczych, szkolnictwa, rynku pracy czy systemu emerytalnego – różnice są bardzo znaczące, choć mniejsze jeszcze niż w dziedzinie polityki reprodukcyjnej. Rozbieżności między dwiema największymi partiami dostrzegł też Paweł Zerka. „Gdy w Szwecji powoływane jest ministerstwo ds. przyszłości, w Polsce bardziej bym się spodziewał za rządów PiS-u ministerstwa ds. przeszłości” – powiedział.

Obok kwestii gospodarczych, wśród powodów zmiany preferencji politycznych Polaków wspomniana została kategoria buntu. Piotr Koryś wspomniał w tym kontekście o sprzeciwie prowincji wobec „sposobu redystrybucji transformacyjnego sukcesu, jaki by on nie był”. Z kolei według Rafała Kalukina można mówić o buncie przeciwko elitom i ich optymistycznemu sposobowi patrzenia na transformację. O sile tej emocji według Filipa Konopczyńskiego świadczyć może sukces, który osiągnął w wyborach prezydenckich Paweł Kukiz pomimo tego, że jego elektorat zdawał sobie sprawę z jego niekompetencji. Michał Syska zwrócił z kolei uwagę na fakt obecności wśród niego wielu przedstawicieli klasy średniej i osób do niej aspirujących, co w jego opinii dowodzi, że chęć zmiany jest odczuwana w poprzek stratyfikacji społecznej, a nie jedynie przez „przegranych transformacji”.

Rozczarowanie funkcjonowaniem kraju, zwłaszcza w sferze gospodarczej, jest według Syski powodem niskiej frekwencji wyborczej w Polsce, mającej przełożenie na pewną delegitymizację instytucji demokratycznych. Do tezy tej odniósł się Spasimir Domaradzki, dowodząc, że niski poziom uczestnictwa w wyborach jest, paradoksalnie, oznaką awansu cywilizacyjnego kraju. Według niego, wynika ona z odczuwanej przez społeczeństwo satysfakcji z obecnej sytuacji, a, według jego słów, „ludzie zadowoleni z natury rzeczy nie mają powodów, żeby angażować się w proces polityczny i zmieniać bieg wydarzeń”. Z tym stwierdzeniem zdecydowanie nie zgodził się Paweł Zerka. Zwrócił uwagę na fakt, że wskaźniki partycypacji były w Polsce zawsze niskie, trudno więc dowodzić, że wiążą się one z „dorastaniem” polskiego społeczeństwa. Istnieje większe prawdopodobieństwo, że są wynikiem tego, że chociaż Polacy faktycznie odczuwają poprawę swojej sytuacji, to mają oni poczucie, że nie zawdzięczają go politykom czy państwu, a jedynie samym sobie.

Sesja 2

Druga sesja spotkania Klubu PL_RU poświęcona była gospodarce Rosji. W swoim wystąpieniu wprowadzającym Denis Wołkow stwierdził, że kluczowym słowem, jakie mogłoby posłużyć do jej opisu, jest słowo „kryzys”. Jak mówił, 73% Rosjan jest zdania, iż ma on rzeczywiście miejsce. Słusznie, jak wskazują przywołane przez niego dane ekonomiczne – obecnie prognozuje się spadek PKB Rosji, choć jeszcze pięć lat temu jego wzrost wynosił 4,5%. Rośnie inflacja, a środki w mającym wspierać stabilizację funduszu rezerwowym kończą się. Według Wołkowa, oczywistą przyczyną tego stanu rzeczy jest przede wszystkim nagły i głęboki spadek cen ropy na światowych rynkach. Skutki taniej ropy dla rosyjskiej gospodarki obrazowo, jako „zderzenie Titanica z górą lodową”, opisał Paweł Kazarin. Denis Wołkow zwrócił jednocześnie uwagę, że tego typu trudności udało się przezwyciężyć już w latach 90., dzięki międzynarodowej pomocy finansowej. Obecnie nie można jednak na nią liczyć w obliczu silnych antagonizmów między krajami Zachodu i Rosją oraz sankcji, z jakimi musi ona się mierzyć. Jekaterina Romanowa zwróciła z kolei uwagę na niską innowacyjność gospodarki rosyjskiej i niską jakość wytwarzanych przez nią produktów

Według Pawła Kazaraina, zaistniałą sytuację, a także wprowadzone w odpowiedzi na zachodnie sankcje rosyjskie embargo na import niektórych produktów, niektórzy widzą jako okazję do uniezależnienia się od importu zachodnich towarów i zastąpienia ich rodzimą produkcją. Próby te jednak spełzają na niczym. W opinii Kazarina, jest to naturalne – produkcja rosyjska nie może i nie będzie mogła się rozwijać ze względu na blokadę dostępu do zachodnich technologii. Jak mówił Denis Burakow, mamy do czynienia z pewnym paradoksem – choć cały świat boi się rosyjskiej armii, to tamtejszy przemysł „z jakiegoś powodu nie jest w stanie stworzyć najprostszych produktów żywnościowych, takich jak ser żółty czy kiełbasa”.

Niedomaga również rosyjski system usług publicznych. Jak mówiła Jekaterina Romanowa, sytuacja nieco przypomina polską – zamyka się przedszkola, a uzyskanie wysokiej jakości opieki w ramach publicznej służby zdrowia jest właściwie niemożliwe. Fakt ten, odbijający się w szczególności na biedniejszej części społeczeństwa, jeszcze bardziej uwypukla zwiększające się w Rosji nierówności dochodowe. W opinii Denisa Burakowa, spadek dochodów z eksportu węglowodorów i związane z nim ograniczenie wydatków na usługi publiczne odbije się przede wszystkim na klasie średniej. Może to wpłynąć na zwiększenie jej emigracji na zachód, podobnie jak niesprzyjające warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Osłabienie klasy średniej jest, według Jekateriny Romanowej, zaprzepaszczeniem zdobyczy pierwszej dekady XXI wieku, kiedy zaczęła się ona kształtować. Romanowa zwróciła uwagę również na ogromne różnice regionalne w gospodarce Rosji – jak mówiła, „sytuacja gospodarcza w Moskwie jest zupełnie inna niż na poziomie regionów, jest tam najwyższy poziom życia”. Dostrzegła jednocześnie jednak pewną pozytywną cechę obecnego kryzysu – ze względu na panującą sytuację, władza będzie musiała zastanowić się nad sposobami wyjścia z modelu gospodarki opartej na zasobach. Kreml do działania może zmusić także omawiany przez Pawła Kazarina upadek konsensu w ramach rosyjskich elit przemysłowych i finansowych – nikt nie chce zostać obciążony kosztami trudnej sytuacji gospodarczej, a przy znaczącym spadku dochodów nie ma od tego ucieczki. Jak mówił Kazarin, to na władzy ciąży odpowiedzialność za wskazanie, kto te koszty poniesie.

Póki co jednak zła sytuacja gospodarcza nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla elit politycznych. Jak bowiem stwierdził Denis Burakow, zarządzanie ekonomiczne w Rosji opiera się na innych zasadach niż na Zachodzie. O ile w krajach demokratycznych celem jest zapewnienie wzrostu gospodarczego, to kremlowscy decydenci dążą jedynie do utrzymania się przy władzy. Do realizacji tego celu wykorzystują ogromne rzesze ludności uzależnionej finansowo od budżetu – nauczycieli, pracowników dużych zakładów państwowych czy urzędników. Zyskują poparcie tych grup, „kupując” je przy pomocy publicznych pieniędzy – jak wspomniała Anastazja Kirilenko, jedna z ostatnich przegłosowanych przez Dumę ustaw dotyczyła podwojenia pensji urzędników państwowych. Jednocześnie promowany jest model wzrostu oparty na inwestycjach w sektor wojskowy i w bezpośrednio związany z państwem przemysł, co jeszcze bardziej zwiększa zależność finansową społeczeństwa od władzy. Według Iriny Czeczel, tego typu polityka przyczynia się także do zwiększania popularności samego Władimira Putina. Jest on bowiem postrzegany jako jedyny gwarant utrzymania obecnego poziomu dochodów społeczeństwa.

Do wzmocnienia pozycji elit rządzących wewnątrz kraju paradoksalnie przyczyniają się także zachodnie sankcje. Dzięki ich nałożeniu, Zachód może być wykorzystywany w roli kozła ofiarnego i obwiniany za słabą kondycję rosyjskiej gospodarki. Jak mówił Denis Burakow, Rosjanom wmawia się także, że embargo na import zachodnich produktów wprowadzone zostało po to, by ułatwić stworzenie tych gałęzi gospodarki, które dotychczas w Rosji nie funkcjonowały, choć powinny, a zatem by zastąpić import produkcją własną. Działanie to ma jednak być utrudnione na skutek wpływów zewnętrznych. W ten sposób przekonuje się społeczeństwo, że strategia kremlowskiego kierownictwa jest słuszna, a zły stan rosyjskiej gospodarki jest winą zachodniego spisku. W podobny sposób wykorzystuje się propagandowo zaangażowanie wojskowe w Syrii. Tak jak w przypadku aneksji Krymu, tworzony jest temat zastępczy, odciągający uwagę obywateli od problemów wewnętrznych. Kreowanie tego typu przekazu medialnego jest tym skuteczniejsze, że więzi Rosjan z innymi krajami słabną – coraz rzadziej stać ich na podróżowanie. W tej sytuacji nie mają możliwości konfrontacji medialnej propagandy z rzeczywistością i stają się jeszcze bardziej podatni na jej oddziaływanie. Rządowe media pracują zaś z całą mocą – jak przypomniał Denis Wołkow, obok resortów siłowych, nie zmniejsza się jedynie finansowania propagandy.

Jej siła oraz uzależnienie społeczeństwa od budżetu powoduje, co sugerował Leszek Jażdżewski, że władza uniezależniła się od gospodarki -sukcesy na tym polu nie są już jej potrzebne do zachowania popularności. Jak mówił Jażdżewski, o ile kiedyś istniał konsens, że w zamian za rozwój i stabilność ekonomiczną społeczeństwo nie wtrąca się do polityki, to obecnie ten konsens zanikł, a poparcie dla władzy jest niejako automatyczne. Z drugiej strony, według Anastazji Kirilenko, brak alternatywy politycznej negatywnie wpływa na gospodarkę. Stwierdziła ona jednocześnie, że porównywanie transformacji polskiej do rosyjskiej jest pozbawione sensu, są to bowiem dwa kompletnie różne poziomy. Zgodził się z nią Denis Burakow, podkreślając, że problemy, o których mówi się w Polsce, takie jak niska frekwencja czy nieodpowiedzialne głosowanie, są problemami rozwiniętego, demokratycznego państwa. W Rosji sytuacja jest zupełnie inna – społeczeństwo jest pozbawione podstawowego nawet wpływu na otaczającą je rzeczywistość. Ponadto, jak wskazała Irina Czeczel, zanikła presja społeczna na reformowanie kraju, obecna wcześniej właściwie niezmiennie. W podobnym tonie wypowiedziała się Jekaterina Romanowa, stwierdzając że „pozycja społeczeństwa w odniesieniu do państwa jest pasywna”.

Sesja 3

Trzecia sesja spotkania Klubu PL_RU rozpoczęła się od obszernego wprowadzenia Aleksandra Smolara, w którym skoncentrował się on na kwestii transformacji polskiej gospodarki centralnie planowanej w gospodarkę rynkową. Jak wspomniał, zanim udało się ją przeprowadzić, wielu badaczy – wśród nich Samuel Huntington – kultywowało pogląd, według którego byłoby to niemożliwe. Jak mówił Smolar, według ówczesnych poglądów Johna Greya, wybitnego brytyjskiego filozofa, koszty społeczne przejścia do gospodarki rynkowej byłyby na tyle wysokie, że ponosząca je ludność, otrzymawszy prawo głosu w ramach systemu demokratycznego, szybko by transformację powstrzymała.

Tak jednak się nie stało. Aleksander Smolar wymienił najważniejsze czynniki, które w jego opinii sprzyjały polskiej transformacji. Po pierwsze, istniała w Polsce tradycja buntu przeciwko rosyjskiej dominacji, która powodowała postrzeganie zerwania z Rosją jako działania niejako naturalnego. Drugi czynnik miał wiązać się z ideologiczną klęską komunizmu. Co więcej, w powszechnej opinii z komunizmem łączono całą myśl lewicową, wobec czego nie dostrzegano w niej alternatywy polityczno-gospodarczej wobec liberalizmu. Sprawiło to, że nawet partie postkomunistyczne nie zakwestionowały zmian prorynkowych. Według Smolara, silną zachętą na rzecz przyjmowania modelu demokracji liberalnej było również zarysowanie krajom Europy Środkowej przez Zachód perspektywy członkostwa w Unii Europejskiej i NATO. Jak mówił Smolar, paradoksalnie na rzecz skuteczności transformacji działała także spowodowana przez lata komunistycznych rządów atomizacja społeczeństwa i związany z nią brak ram organizacyjnych do zorganizowania ewentualnego protestu. Pozwalało to na silną dominację elit, popierających projekt transformacyjny. Pomocą była też wysoka jakość tych elit, również postkomunistycznych, spowodowana z jednej strony silną tradycją polskiej opozycyjności, a z drugiej kilkukrotnymi czystkami elit Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, w wyniku których do władzy doszło młode, bardziej utalentowane pokolenie.

Aleksander Smolar odniósł się do tez, według których zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych, podobnie jak wybór Andrzeja Dudy na prezydenta, było efektem swego rodzaju konfliktu klasowego i buntu gorzej sytuowanych Polaków. Według niego, nie są one słuszne – oś sporu przebiega wzdłuż podziału kulturowego, nie klasowego. Stronami konfliktu jest dominująca w okresie transformacji liberalna część Polski i jej część konserwatywna, a wśród dyskutowanych kwestii jest między innymi stosunek do Unii Europejskiej czy imigracji. Kulturowy charakter tego sporu widać też, jak mówił Smolar, w parareligijnym sposobie, w jaki zwolennicy nowej władzy manifestują radość z tego, co opisują jako odzyskanie kraju z rąk rzekomego okupanta. W jego opinii, zmiana władzy wynika również z działania naturalnej dla systemu demokratycznego zasady wahadła – społeczeństwo, zmęczone dotychczasowymi rządami, zagłosowało na opozycję. Pewną rolę odegrały też patologie, jakimi obrósł rząd Platformy Obywatelskiej. Patologie te, jak zaznaczył Smolar, „nie były dramatyczne, ale elementy korupcji były i to nie ulega żadnej wątpliwości”.

Prezes Fundacji Batorego odniósł się również do kwestii rosnącej popularności modeli alternatywnych wobec demokracji liberalnej. Jak mówił, kryzys gospodarczy spowodował pojawienie się wielu głosów kwestionujących jej efektywność, jak również efektywność modelu gospodarki rynkowej. Krytykę demokracji liberalnej wzmacnia też sukces gospodarczy Chin, sceptycznie odnoszących się do niej jako nieefektywnej, uniemożliwiającej planowanie w długim okresie w związku z możliwymi zmianami władzy. Alternatywny model budowany jest również w Rosji, aczkolwiek, jak powiedział Smolar, napotyka on obecnie znaczne problemy w związku ze zbytnim oparciem rosyjskiej gospodarki na eksporcie surowców energetycznych, których ceny spadły.

Głos w tym temacie zabrał także Tomasz Kasprowicz. Według niego, sukces gospodarczy Chin i wzrost, jaki Rosja osiągała jeszcze niedawno, nie są skutkiem budowy przez nie domniemanego alternatywnego modelu – jest to jedynie „dywidenda z liberalizacji rynku, jaki tam był wcześniej. Im bardziej był on archaiczny, scentralizowany i skostniały, tym większa”. W opinii Kasprowicza, problemy, jakich te gospodarki doświadczają, są jedynie skutkiem niedostatku liberalizmu. Michał Syska przyznał z kolei, że politycy dostrzegają swoją ograniczoną moc sprawczą w ramach demokracji liberalnej i niektórzy z nich – jak choćby Wiktor Orban – starają się działać na rzecz jej zwiększania. Podobne próby realizowano także w latach 2005-2007 w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Według Syski iluzją jest jednak mniemanie o skuteczności takich działań.

Jan Filip Staniłko odniósł się do sugerowanych przez Aleksandra Smolara powodów skuteczności polskiej transformacji. W jego opinii istniała konieczność jej efektywnego przeprowadzenia, wynikająca z niewielkiej zasobności kraju w surowce. Jak mówił, o ile gospodarka rosyjska była w stanie przez długi czas opierać się na ich sprzedaży, to „z Polski prawie niczego nie da się eksportować”. Staniłko stwierdził również, że, „najskuteczniejsza transformacja zachodziła tam, gdzie najsłabsze były interesy aktorów zyskujących na jej poszczególnych fazach”. W Polsce zaś główni aktorzy transformacji byli „zarażani przez Amerykanów” chęcią wprowadzenia gospodarki rynkowej. W podobnym duchu wypowiadał się Tomasz Kasprowicz, który zwrócił uwagę na słabość ekonomiczną polityków okresu transformacji, niewystarczającą do budowy oligarchii. Aleksander Smolar w swojej końcowej wypowiedzi położył również nacisk na wagę, jaką miała względna – w porównaniu do Rosji czy Ukrainy – bliskość Polski do Zachodu i związana z nią otwartość kraju. Jak mówił, to z nią wiązało się administracyjne ograniczenie procesu prywatyzacji nomenklaturowej w Polsce, stanowiące jedną z pierwszych decyzji rządu Tadeusza Mazowieckiego.

Na temat braku alternatywy wobec liberalizmu na przełomie lat 80. i 90. wypowiedział się z kolei Leszek Jażdżewski. Jak powiedział, „kluczowym czynnikiem tego, że przeszliśmy przez Morze Czerwone było to, że uwierzyliśmy, że jest drugi brzeg. A żeby uwierzyć, że jest drugi brzeg, musieliśmy mieć Mojżesza, który nam powie, że on tam jest. I to był właśnie liberalizm gospodarczy”. Michał Syska zgodził się z kolei z poglądem o braku ram organizacyjnych dla ewentualnego buntu jako czynniku pozwalającym na przeprowadzenie transformacji w silnie prorynkowym wariancie, dodając jednocześnie, iż duży wpływ miało w tym kontekście rozbicie ruchu robotniczego w 1981 roku.

Według Filipa Konopczyńskiego, wynik ostatnich wyborów można tłumaczyć konsekwencjami kryzysu ekonomicznego, bardziej jednak dotkliwymi dla aspiracji Polaków niż ich faktycznej pozycji rynkowej. W odniesieniu do tezy Aleksandra Smolara o kulturowym wymiarze sporu między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością, Michał Syska zwrócił uwagę, że w elektoratach obu tych partii obok podziału kulturowego widać także jasny podział klasowy – na PO głosują raczej ludzie lepiej sytuowani i wykształceni, na PiS – wręcz przeciwnie. Jednocześnie, Syska zgodził się z poglądem o realizacji napięć klasowych poprzez spory kulturowe. Jak powiedział, „gniew społeczny wynikający na przykład z utraty statusu społecznego w wyniku radykalnie liberalnych reform ekonomicznych był kanalizowany przez język populistycznej prawicy”. Leszek Jażdżewski z kolei w swojej wypowiedzi położył nacisk na rolę emocji w przejęciu władzy przez PiS. Jak mówił, elity abdykowały z roli, jaką niegdyś pełniły, nie wykształciwszy dojrzałych obywateli. Doprowadziło to do rozpowszechnienia się skutecznego w demokracji masowej modelu polityki jako techniki manipulacji społeczeństwem poprzez emocje. Zwycięstwo partii Kaczyńskiego wynika zatem z faktu, że potrafiła tymi emocjami pokierować zgodnie ze swoim interesem, w przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej.

 

 

by-sa-km