Kiedy Prawo i Sprawiedliwość w ekspresowym tempie przepchnęło przez parlament trzy ustawy uzależniające wymiar sprawiedliwości od władzy wykonawczej, na ulice Warszawy – ale i innych, większych i mniejszych miast – wyszły dziesiątki tysięcy ludzi. Protestowali, zauważa Bilewicz, nie tylko przeciw atakowi władzy na niezależne sądy, ale także przeciw radykalizacji życia publicznego wprowadzonej przez PiS po wygranych w 2015 roku wyborach.

Radykalizacja ta, objawiająca się przede wszystkim w języku polityki, opiera się na wyszydzaniu i stygmatyzowaniu osób i grup, które stają władzy na drodze. Kampanii przeciwko sędziom towarzyszyły też oskarżenia wobec protestujących – o komunistyczną czy ubecką przeszłość, uleganie wpływom zagranicy itp. Ponadto, PiS po raz pierwszy, zdaniem Bilewicza, tak otwarcie poparł, ustami Jarosława Kaczyńskiego, teorie spiskowe dotyczące katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku w 2010 roku.

W tym właśnie dostrzega autor brak rozwagi partii rządzącej. Teorie spiskowe nie znajdują bowiem uznania w szeregach przeważającej części jej elektoratu. Jak pokazują badania, jedynie 18% Polaków wierzy w zamach w Smoleńsku, zaś wśród trzech głównych przyczyn, dla których młode pokolenie poparło partię Kaczyńskiego (poczucie deprywacji ekonomicznej, postawa autorytarna i strach przed muzułmańskimi migrantami) nie ma wiary w teorie spiskowe. Dla wielu wyborców PiS nie do przyjęcia jest także antysemityzm, coraz bardziej otwarcie manifestowany przez niektórych przedstawicieli obozu rządzącego.

Podsumowując, to środowiska konserwatywne, naturalny elektorat PiS, najsilniej opierają się radykalizacji języka wprowadzanej przez tę formację. Nie wierzą w teorie spiskowe, nie pociąga ich antysemityzm a konserwatyzm rozumieją jako stabilność, porządek i posłuszeństwo, a nie rewolucyjne, antyelitystyczne wystąpienia.

Cały tekst Michała Bilewicza jest dostępny w języku angielskim w serwisie „Washington Post”.