Każda próba zrozumienia zachodzącego na naszych oczach wzrostu poparcia dla sił populistycznych wywołuje terminologiczny spór, dążenie do ujednolicenia aparatu pojęciowego. Jedni badacze łączą ze sobą obecne procesy w świecie zachodnim, mówiąc o globalnej rewolucji konserwatywnej / kontrrewolucji lub ultraprawicowym zwrocie, inni proponują rozpatrywanie każdego przypadku osobno, co jednak nie neguje sensowności wyodrębnienia ogólnych tendencji w tych indywidualnych przypadkach.

Obierając drugie podejście zaznaczę, że polski konserwatywny atlantyzm i, dajmy na to, węgierski etnopolityczny nacjonalizm mają dużo mniej wspólnego niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Różnice są widoczne nawet na poziomie stosunku do ideologii: w pierwszym przypadku jest ona celem samym w sobie, w drugim – narzędziem. Jednak niezależnie od tego, jak opiszemy te tendencje (jako działania ultraprawicy, populistów, reakcjonistów, tradycjonalistów, integralistów czy jakkolwiek inaczej), świadczą one o jednym – o kryzysie nie tyle liberalnego porządku na świecie, ile samej idei liberalizmu.

Liberalizm jako prąd ideowy nie był w stanie sformułować przekonującej odpowiedzi na nowe wyzwania (kryzys migracyjny czy powiększające się różnice w dochodach), przestał reagować na zapotrzebowanie społeczne. Zdawać by się mogło, że wyznawcy idei liberalnych, uwierzywszy w teorię „końca historii” Fukuyamy, uznali zwycięstwo liberalizmu za ostateczne i przestali inwestować w jego propagowanie (lub błędnie uznali, że społeczeństwo samo będzie pamiętać, w czym umowna wolność jest lepsza niż sytuacja odwrotna). Z drugiej strony wśród obrońców liberalizmu w ciągu ostatniej dekady najaktywniej działali zwolennicy radykalnej liberalnej lewicy, a ich program był zbyt zaawansowany w stosunku do potrzeb społeczeństwa i gotowości przyjęcia tego rodzaju postulatów. Kiedy liberalizm traci zdolność do prowadzenia dialogu ze społeczeństwem w języku zrozumiałym dla tego ostatniego, logiczną reakcją staje się wzrost zainteresowania siłami politycznymi, które potrafią przemówić w zrozumiałym języku. Jeśli liberalny establishment wyjaśnia niepopularne społecznie kroki interesami „innych”, to populiści bardzo łatwo mogą zdobyć monopol na racjonalność (wspomnijmy chociażby Norberta Hofera, który nazwał siebie „głosem rozumu”).

Z punktu widzenia nastrojów społecznych obserwujemy rozczarowanie współczesną postacią liberalizmu, nie można jednak mówić o dialektycznym negowaniu głównych liberalnych postulatów. Społeczeństwo nie pragnie powrotu do „stanu naturalnego” (według J.J. Rousseau), lecz znajduje się na etapie poszukiwania nowej akceptowalnej formy kontraktu społecznego i wektorów moralnych. Dla niektórych akceptowalna okazuje się forma proponowana przez populistycznych polityków w rodzaju Trumpa, jednak znacząca większość do tej pory trwa w stadium „milczącej większości” Baudrillarda (skrajne flanki politycznego spektrum tej „większości” stanowią elektorat populistów, podczas gdy umiarkowana „większość” potrzebuje silniejszego bodźca, żeby na jakiś czas wybić się ze stanu „milczenia”).

Obecna fala wzrostu poparcia dla populistów to jednocześnie wyzwanie i szansa. W perspektywie krótko- i średnioterminowej w krajach rządzonych przez „nowych populistów” obserwujemy wzmacnianie autorytarnych praktyk, ograniczanie wolności słowa, wzrost liczby konfliktów na tle religijnym i rasowym. Już dziś widoczny jest negatywny wpływ tych czynników na globalną przestrzeń informacyjną – i chodzi nie tylko o antyliberalną propagandę uprawianą głównie przez Kreml, lecz o radykalizację / emocjonalizację języka oraz mediów zachodnich, co prowadzi do pogłębienia polaryzacji wśród elektoratu i każe wątpić w perspektywę rozwoju dziennikarstwa opartego na faktach.

Z drugiej strony to antyliberalne wyzwanie może odegrać rolę katalizatora niezbędnego dla przeciwników kursu konserwatywnego (wielotysięczne demonstracje w Polce i USA) oraz stać się rzeczywistym sprawdzianem trwałości stworzonych instytucji. Jeśli idea liberalna (a ściślej mówiąc – jej współcześni interpretatorzy) nie była w stanie wyjaśnić szerokim masom społecznym, na czym polega jej atrakcyjność, to być może w praktyce zrobi to za nią antyliberalny populizm. Historia nie rozwija się liniowo – od czasu do czasu zdarzają się „odpływy”.  I siła kolejnego odpływu – z powrotem ku porządkowi liberalnemu oraz nowoczesnemu systemowi organizacji społecznej – będzie prawdopodobnie proporcjonalna do szkód wyrządzonych dziś przez populistów.

Powyższy tekst został przygotowany w związku z X spotkaniem Klubu PL_RU, odbywającym się w dniach 5-6 kwietnia 2017 w Warszawie.