Region Morza Południowochińskiego targany jest od dziesięcioleci konfliktami terytorialnymi, a napięcie sięga tam ostatnio zenitu. Spory o niewielkie nawet wysepki mogą przerodzić się w konflikt na skalę trudną do oszacowania.

Stąd eksperci z zainteresowaniem przypatrują się działaniom Moskwy i Pekinu, planujących we wrześniu wspólne ćwiczenia wojskowe i ewidentnie zbliżających się do siebie politycznie. Chiny nigdy też nie dołączyły do antyrosyjskich sankcji, więc współpraca z nimi może dla Rosji oznaczać szansę na wyjście z kryzysu. Niesie też jednak ryzyko uzależnienia się od Chin i stania się słabszym partnerem w tym sojuszu.

Choć w analizach sytuacji w regionie często przewija się przeświadczenie o niechybnym zawiązaniu partnerstwa o politycznej, gospodarczej i wojskowej naturze, Iwan Preobrażeński nie wierzy, że dojdzie ono do skutku. Po pierwsze, Rosja będzie wolała kontynuować radziecką polityką „otaczania” rosnącego w siłę sąsiada siecią konkurencyjnych sojuszy (za czym przemawiają zacieśniające się obecnie relacje z wrogim Chinom Wietnamem) i nie zdecyduje się na związek z Chinami „na wyłączność”. Po drugie, wiele zależy od wyników planowanych wkrótce konsultacji Władimira Putina z rządem Japonii, z którą Rosja toczy spór o Kuryle.

Cały tekst Iwana Preobrażeńskiego jest dostępny w języku rosyjskim w serwisie Rosbałt.

Rosbalt_logo