Kiedy próbujemy na brudno naszkicować obraz rządów Miedwiediewa, nie da się uniknąć pewnych sprzeczności. Przeważająca część proponowanych schematów modernizacji „większości” i „mniejszości”, nawet tych najbardziej wyrazistych i atrakcyjnych, prowadzi do jednego, mało oryginalnego wniosku: „stare i nowe wartości” (A. Morozow) są przewidywalne i jasno komunikowane.

Grupy społeczne wszystko rozumieją, powszechnie panuje „modernizacyjne” myślenie, tym bardziej, że przecież wszyscy chcą „nowego” i „lepszego”. „Wszyscy wszystko rozumieją”, ale nie są w stanie pokonać w sobie „zaczarowanych lasów”: „efektywności” władzy, która skutecznie odsunęła od rządów kontr- i superelity, pozornej świetności środowisk eksperckich i intelektualnych pozbawionych w rzeczywistości politycznego wpływu, pionu władzy – zbyt sztywnego by działać, „komunikacji” Miedwiediewa pozbawionej politycznego adresata. Adresat ten, nawet jeśli się na chwilę pojawia, zaraz znika! Społecznych aktorów jest wielu, za to brakuje aktorów politycznych. Projektów innowacji jest mnóstwo, jednak nie budują się wokół nich szerokie koalicje społeczne. Wewnętrzną sprężyną tandemu jest podstawowa lojalność, która jest jednak przedstawiana jako warunek ruchu naprzód w polu społecznym, co nie sprzyja ani innowacyjności, ani istnieniu elementarnej dyskusji politycznej – wspomnijmy chociażby partyjno-eksperckie dialogi z Mironowem i Kudrinem. Przeciwnicy Kremla nie godzą się na reżim Putinowski oraz łamanie Jelcynowskiej Konstytucji, a zwolennicy Kremla kroczą „w awangardzie modernizacji” (A. Worobjow), promując ideologię konserwatywną. Całe pole społeczne jest oznaczone w sposób sztywny i nierealistyczny. Sztywny tam, gdzie linie sił nawiązują do tradycji lat 90. i 2000.: tradycji stabilizacji na bazie silnego państwa; tradycji demokratycznego ruchu protestu. Nierealistyczny tam, gdzie chodzi o prawdziwą współczesność, o innowacje, o Miedwiediewowską modernizację.

Modernizacja – program integracji, tylko kogo? Obecnie to najważniejsze pytanie, które jednak formułowane jest w sposób niezbyt aktualny, ugruntowany w ponad stuletniej tradycji: „władzy i społeczeństwa”, „partii i państwa”.

Modernizacja – „jedyna” droga, ale do czego? Pytanie należy niby do odległej przyszłości lub jest stawiane tylko w sytuacji, kiedy w dyskusji fizycznie uczestniczą wszystkie siły polityczne (a więc „kiedyś”, „potem”, „wkrótce”).

Modernizacja nie będzie skuteczna, jeśli co? Ponoć jeśli za „stare” zostaną uznane wartości putinizmu, a za „nowe” – Miedwiediewowska modernizacja. Oba te systemy wartości mogą mieć nieprzewidywalny wpływ na wpadającą „z kryzysu w kryzys” Rosję. Z powodu konstruktywistycznego zapału oraz coraz bardziej krytykowanego administracyjnego subiektywizmu, mogą one stać się siłą napędową nowego błędu systemu lub otwarcie oferują względny, krótkofalowy porządek polityczny.

Modernizacja – to droga Rosji, ale jakiej? Rosji sub spe rati, w oczekiwaniu na ratyfikację? Rosji „archaicznej”, tej, jak pisał wymagający Trocki, „ze Starą Rusią i karaluchami”? Rosji „nigdy” (!) nie dociągającej do standardów „społeczeństwa obywatelskiego”, lecz trwającej dzięki pociągowej sile „większości”. W takiej Rosji totalna lojalność wobec idei modernizacji nie oznacza jeszcze lojalności wobec ich autorów, a bycie autorem idei modernizacji nie gwarantuje zdobycia większości. Ważne są w niej koalicje na rzecz modernizacji, potrzebne głównie w celu opracowania programu modernizacji. W takiej Rosji program modernizacji uważa się za pierwszy punkt orientacyjny, ale ponieważ modernizacja już trwa, koalicje na rzecz opracowania programu modernizacji są jak ulotne ruchy wahadła. W takiej Rosji aktywność modernizatorska to coś w rodzaju samouwielbieńczej przedmowy (przypomnijmy – mówiąc eufemistycznie – ekspresyjną reakcję klasy ekspertów na referat Riemizowa-Ponomariewa, referat Instytutu Współczesnego Rozwoju, ros. INSOR), ale jej efektem jest wytworzenie kolejnego zapotrzebowania na „uratowanie Rosji”.

Jeśli sprowadzić odbywające się na różnych poziomach debaty do tych synkretycznych punktów, dojdziemy do jednego wniosku: Miedwiediewowska modernizacja postępująca etapami w sferze technologicznej i metodycznej (potrzeba na to czasu, ale władza ma na to mandat społeczny), nie wytrzymuje próby w sferze symbolicznej. Odpowiedź na pytania zawarte w każdym z tych punktów nie jest kwestią taktyki czy strategii, lecz wartości. Dowodzą tego ukryte przypuszczenia, że:

– modernizacja działa o tyle, o ile jej efekty warunkują jej rozpoczęcie, które powinno wynikać z poprzedzającego je (skutecznego) opracowania najbardziej palących, dyskusyjnych, pracochłonnych, a nawet odwiecznych zadań dotyczących życia społecznego;

– bieżące rozwiązania modernizacyjne – to nie kwestia strategii działania w takich czy innych wąskich dziedzinach, lecz pewien „integralny” monolit reform, możliwych do zastosowania wszędzie tam, gdzie okażą się potrzebne;

– modernizacja – to sposób ponownej socjalizacji zarówno „brakujących”, jak i „wysłużonych” elit;

– modernizacja – to wyraz dążenia, żeby zlikwidować w Federacji Rosyjskiej zagrożenie kumulacji „nieodwracalnych strat” (zob. referat Instytutu Współczesnego Rozwoju), kolejny historyczny etap, który wymaga powrotu do monoideologii (krok będący symboliczną klęską), albo złagodzenia różnic postaw i programów (krok trudny w sensie politycznym).

Synkopy modernizacji w sferze wartości nakładają się na udoskonalanie jej technologicznej strony. Realistyczne programy i nierealistyczne wymogi co do przemian są nie do odróżnienia w jałowej semantycznej papce. Ich rozróżnienie może nastąpić po zamknięciu drugiego etapu modernizacji, który już nadszedł – rekonesansu elit.

„Rosjo, naprzód!” – do tego jeszcze formuła zwrotu, rozproszenia, nowego zwoływania elit. Zwolennicy odgórnej modernizacji to nie byle kto, lecz ci, który zaangażowali się w grę na różnych frontach (na przykład A. Auzan, S. Mitrochin, E. Gontmacher, M. Litwinowicz, B. Mieżujew, B. Mironow). Wśród zwolenników „modernizacji” są niezależni samotnicy, ale są też przypadki przechodzenia z obozu postępowców do konserwatystów i na odwrót. Wszystko to dzieje się w warunkach ogólnego zamętu, braku jasności, kto jest z kim, i kto idzie „naprzód”?! Nie ma jednak elit mających ambicje zjednoczenia ponad podziałami, zaproponowania rozwiązań dla całego społeczeństwa.

Istnieje menu komunikacji społecznej dla „aktywistów grających na granicy reguł” w środowisku tych czy innych elit (nawet szerzej – ogólnie w  środowisku obywatelskim, np. Dymowski i inni); do tych ostatnich można nawet zaliczyć Prezydenta. Przy tym „na granicy reguł” w tym przypadku być może znajdują się nie tylko aktywiści, lecz właśnie ci, którzy są lojalni wobec „modernizacji” bez lojalizmu wobec „etatowych” modernizatorów czy opozycjonistów.

Odszczepieństwo jako wyzwanie rzucone zarówno dominującej definicji, jak i ugruntowanemu społecznemu prestiżowi środowiska.

Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Walka o Urząd Modernizatorów – wytrawnych postępowców – dopiero się zaczęła, i w procesie ich monitoringu władza urządza zazwyczaj nie mające żadnych konsekwencji „prowokacje bliskości” z różnymi instytucjami i grupami społecznymi. Istnieje zapotrzebowanie na nowego faworyta politycznego ze środowiska społecznego. Póki co trudno określić, jaki będzie. Oto jest pytanie…