Ale istnienia Nawalnego dłużej ukrywać się nie da: wyprodukowany przez niego film o korupcyjnej sieci stworzonej przez premiera Dmitrija Miedwiediewa obejrzało już niemal 20 milionów osób. Kilkadziesiąt tysięcy z nich wyszło pod koniec marca na ulice rosyjskich miast by zaprotestować przeciwko władzy defraudującej pieniądze w czasie kryzysu godzącego w biedniejące rosyjskie społeczeństwo.

W ostatnich miesiącach wzrasta aktywność obywateli, mówi Paweł Puczkow. Społeczeństwo chce odzyskać, przyznaną mu w konstytucji, kontrolę nad elitą władzy. Aleksiej Nawalny właśnie tą obietnicą – zwrócenia państwa obywatelom – zyskuje popularność. Dlatego jest dla Władimira Putina i kremlowskiej świty wyjątkowo niebezpieczny.

Kreml ma jednak w tej potyczce asa w rękawie. Niezależnie od nowoczesnych metod komunikacji, antykorupcyjnych haseł i rosnącej popularności, start Nawalnego w przyszłorocznych wyborach prezydenckich pozostaje w gestii sądów, czyli de facto Władimira Putina, bowiem opozycjonista został już skazany w pokazowych, swingowanych procesach za rzekome wyłudzenia.

Wciąż nie wiadomo też, jak władza zachowa się wobec pierwszego od lat zamachu terrorystycznego w „sercu” Rosji – petersburskim metrze. Czy, skoro właśnie wyczerpała się niepisana umowa „bezpieczeństwo w zamian za wolność”, Putin nie dokręci jeszcze bardziej śruby opozycji? „Tylko czy da się ją jeszcze bardziej dokręcić?” – pyta Puczkow.

Cały wywiad Pawła Puczkowa z Martą Tomaszkiewicz jest dostępny na stronie „Newsweek Polska”.