Co to jest „Polska ejdetyczna”?

To słowo wymyśliliśmy w „Pressjach” na oznaczenie pewnego sposobu bycia Polakiem. Nie chodzi w nim o przynależność do polskiego etnosu ani nawet o przyjmowanie polskich obyczajów i języka, czyli polskiego etosu, lecz o akceptację polskiej idei. Eidos to właśnie mniej wyświechtany synonim słowa „idea”. Sądzimy, że tak właśnie rozumiana polskość łączyła rozmaite narody zamieszkujące Rzeczpospolitą.

 

Jaka więc jest ta polska idea?

Można jej szukać w szczególnej polskiej koncepcji wolności, można się jej dopatrywać w polskim republikanizmie, ale tak naprawdę polską ideą jest mesjanizm, czyli budowa Królestwa Bożego na ziemi.

 

Polska teologia wyzwolenia?

Bez obaw, nie ma tu żadnej herezji. Teologia wyzwolenia też zresztą nie jest chyba z konieczności heretycka! W polskim mesjanizmie chodzi o wcielenie chrześcijaństwa nie tylko w sferze prywatnej, lecz także publicznej. O realizację zasad ewangelicznych w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym. Nie jest to oczywiście wyłącznie zadanie Polaków, spoczywa ono na Kościele jako całości, jednak to właśnie Polacy dość wcześnie w ten właśnie sposób rozumieli swoje szczególne zadanie w dziejach. O to nam chodziło od sporów z fałszywym krzyżackim chrześcijaństwem, przez konflikty z nowoczesnym absolutyzmem, aż do potyczek z ateistycznym komunizmem. Dziś tradycyjny polski mesjanizm na naszych oczach mierzy się z liberalną demokracją.

 

W przypadku Rosji, według semiotyków ze szkoły tartusko-moskiewskiej, centralne miejsce zajmuje idea Trzeciego Rzymu. Czym ona się różni od polskiego mesjanizmu?

Idea Moskwy jako Trzeciego Rzymu jest bardzo bliska polskiemu mesjanizmowi. Oto dwa mało znaczące młode narody na peryferiach Europy odkryły, że mogą podjąć najwznioślejsze zadanie chrześcijańskie, które zostało porzucone przez inne, starsze narody. Polacy od XV wieku zaczęli rozumieć, że mogą na swojej dzikiej północy zbudować wspólnotę polityczną, która będzie rzeczywiście wcielać w życie zasady chrześcijaństwa. Ta idea jest wyraźnie obecna już u Pawła Włodkowica czy Stanisława ze Skarbimierza. Negatywnym punktem odniesienia były wynaturzenia politycznego chrześcijaństwa widoczne w państwie krzyżackim. Niespełna sto lat później Rosjanie zorientowali się, że po upadku Konstantynopola religia prawosławna nie ma już żadnego innego oparcia na ziemi poza ich dalekim wschodnim Księstwem Moskiewskim. Poczuli, że spoczywa na nich obowiązek obrony i realizacji chrześcijaństwa w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym. Widać to wyraźnie u metropolity Zosimy czy Filoteusza z Pskowa. W podobnym czasie pojawiła się więc w obu naszych narodach podobna świadomość mesjańska. My jednak trzymaliśmy z pierwszym Rzymem, czyli Stolicą Apostolską, a nie tworzyliśmy, jak Rosjanie, trzeciego, po upadłym Konstantynopolu.

 

Skoro są takie podobieństwa, to skąd ideowa konfrontacja? Nawet dziś oficjalna propaganda rosyjska przypisuje Polsce rolę większą, niżby to wynikało z naszego potencjału. Polacy też w ogromnej większości negatywnie reagują na współczesne rosyjskie idee.

Konfrontacja wcale nie była nieuchronna. Wielki Władimir Sołowjow wskazywał kiedyś, że są trzy narody mesjańskie – Żydzi, Polacy i Rosjanie. Wierzył, że nieprzypadkowo wszyscy spotkaliśmy się na terenie dawnej Rzeczypospolitej i zadanie budowy wolnej teokracji powinno połączyć nasze narody. Zamiast jednak współpracować, faktycznie w pewien sposób rywalizowaliśmy ze sobą. Wynikało to najpewniej przynajmniej po części z tego, że rosyjska idea prawosławna była o wiele bardziej ekskluzywna, a Polacy mieli oparcie w uniwersalistycznym katolicyzmie. Dlatego zresztą Sołowjow uważał, że budowa powszechnej teokracji wymaga, by car zaakceptował prymat rzymskiego papieża. Na spory polsko-rosyjskie w historii można rzeczywiście spojrzeć jako na konflikt między różnymi sposobami urzeczywistniania mesjańskiego posłannictwa. W inny sposób rozwijaliśmy swoje mesjańskie intuicje. W Polsce mesjanizm doprowadził do koncepcji współudziału narodu w cierpieniu Chrystusa, w Rosji natomiast do idei prawosławnego imperium. Trudno o większy kontrast. Na początku XX wieku Nikołaj Bierdiajew nawoływał, by Rosjanie uczyli się od Polaków, jak naprawdę buduje się Królestwo Boże na ziemi. Potem różnica ta ujawniła się jeszcze bardziej, gdy rosyjskie – rzekomo chrześcijańskie – imperium przekształciło się w jawnie ateistyczny Związek Radziecki. Konfrontacja polskiego katolicyzmu z rosyjskim komunizmem była częścią tej mesjańskiej rywalizacji. Dziś Rosjanie także wierzą, że realizują w swoim społeczeństwie alternatywny wobec Zachodu układ społeczny i kulturalny.

 

Nie tylko Rosjanie, wierzą w to również niektóre konserwatywne czy katolickie środowiska na Zachodzie, a nawet w Polsce.

Obecne rosyjskie pretensje do budowy chrześcijańskiego państwa są niestety dość groteskowe, bo przyjmowane oficjalnie prawosławie ukrywa katastrofalną sytuację duchową i społeczną. Nadzieje zachodniej prawicy, że Putin jest ostatnim strażnikiem tradycyjnych wartości, są śmiesznym nieporozumieniem. Prawdziwie żywe wspólnoty religijne pozostają w Rosji w cieniu tej oficjalnie promowanej formuły. Fałszywy wybór między liberalną Europą a konserwatywną Rosją wynika z tego, że nie dostrzega się żadnej innej alternatywy. Gdyby między zgniłym Zachodem a niezłomną Rosją istniało społeczeństwo, które faktycznie realizowałoby chrześcijaństwo w życiu społecznym, Rosjanie mieliby poważny problem z utrzymaniem opowieści o sobie. Być może dlatego Polska pozostaje jakimś punktem odniesienia. Jeśli bowiem nie w Polsce, to nigdzie. Jeżeli w ojczyźnie św. Jana Pawła II nie udaje się zaproponować alternatywy dla świeckiej nowoczesności, to pozostaje nam tylko reżim Putina.

 

Czy zatem Trzeci Rzym jest z zasady zły, tak jak przedstawia tę ideę i w ogóle rosyjskie prawosławie Alain Besançon? W jego ujęciu Rosja to wręcz heretycka sekta, nawet chyba użył takiego pojęcia – sekta założona przez Iwana Groźnego.

Idea Moskwy jako Trzeciego Rzymu wcale nie musiała rozwijać się w kierunku Trzeciej Międzynarodówki. Pokazuję to w swojej najnowszej książce Przekleństwo imperium. Wyróżniam tam trzy idee: Nowego Konstantynopola, czyli prawdziwie chrześcijańskiego imperium w stylu Sołowjowa, Nowego Rzymu, to znaczy świeckiego imperium bliskiego modelowi Piotra Wielkiego czy Lenina, i Nowego Jeruzalem, a więc chrześcijańskiego państwa bez imperialnych dążeń. Bardzo szybko pierwotna idea chrześcijańskiego imperium przekształciła się w Rosji najpierw w pustą formę za czasów carskich, a potem w swoje przeciwieństwo w okresie sowieckim. Komunizm radziecki był perwersyjnym przekształceniem prawosławnego mesjanizmu. Zawsze jednak istniała alternatywa dla tych nurtów, obecna na przykład u staroobrzędowców czy współcześnie w myśli Aleksandra Sołżenicyna. Była to alternatywa Rosji skupionej na sobie, pielęgnującej swoje wartości, ale nienarzucającej ich nikomu, Rosji chrześcijańskiej, nieulegającej pokusie podporządkowania religii polityce. Mam nadzieję, że doczekamy kiedyś tryumfu takiej Rosji. A Besançon, skądinąd wybitny znawca rosyjskiej kultury, opiera się w swojej krytyce jednak na bardzo konserwatywnej wizji chrześcijaństwa. Jakiekolwiek próby przemiany rzeczywistości społecznej i politycznej traktuje z góry jako niebezpieczną gnozę.

 

Chciałbym wrócić jeszcze do czasów średniowiecznych, do źródeł Polski. Co zdecydowało o tym, że Polska przeżyła jako samodzielny twór okres feudalnego rozbicia, mimo że miała mniejsze zasoby materialne niż takie podmioty, jak na przykład Śląsk, Czechy, księstwa włoskie, niemieckie czy francuskie?

Pan jest mocą swojego ludu. Polska to naród chrześcijański. Nie jest po prostu narodem, który przyjął chrześcijaństwo. Nie mamy praktycznie żadnych elementów pogańskich w naszej kulturze. Nie zachował się żaden słowiański epos, nasza literatura zaczyna się od tekstów głęboko chrześcijańskich. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Bez religii jesteśmy niczym. Podstawową ideą, która nas ukształtowała, pozostaje już od średniowiecza koncepcja realizacji zasad chrześcijaństwa w życiu społecznym, politycznym i gospodarczym. Stanisław ze Skarbimierza w 1400 roku w mowie z okazji odnowienia Akademii Krakowskiej mówił o tym jako o czymś oczywistym. Nie mamy wysokiej kultury, nie posiadamy bogactw naturalnych, jesteśmy dziewiczym terenem, na którym można przeprowadzić polityczno-teologiczny eksperyment. To jest właśnie idea, która nadaje trwałą tożsamość i niezmienną atrakcyjność polskiej wspólnocie politycznej.

 

Skoro według semiotyków znaki, symbole mają ogromne znaczenie, to jaki wniosek można wyciągnąć z tego, że nawet polska republika ma za symbol piastowskiego białego orła?

Chesterton zauważył kiedyś, że polski biały orzeł jest idealnym znakiem dla chrześcijańskiego narodu! Poczucie misji chrześcijańskiej było bardzo widoczne także w kulturze sarmackiej. Wierzyliśmy, że wolnościowy ustrój odpowiada lepiej zamysłowi Bożemu niż otaczające nas nowoczesne absolutyzmy. Ale pełną świadomość polski mesjanizm osiągnął oczywiście po upadku Polski. Ostatnimi jego wielkimi przejawami byli Solidarność i Jan Paweł II. Szykuję książkę na ten temat, roboczo zatytułowaną Społeczeństwo teologiczne, w której próbuję pokazać, na czym polegał papieski mesjanizm spontanicznie realizowany przez Solidarność. To jest największe dziedzictwo ideowe, jakie posiadamy.

 

Mówimy jednak głównie o przeszłości, nawet jeśli to przeszłość niedawna – Solidarność, Jan Paweł II. Czy naprawdę te wszystkie rzeczy, o których pan mówi, wpływają tak bardzo również na dzisiejszych Polaków?

Kiedyś brałem udział w dyskusji w Centrum Myśli Jana Pawła II. Mówiłem o mesjanizmie. W rozmowie brał udział także Sławomir Sierakowski, który nieoczekiwanie powiedział, że jako polski inteligent podpisuje się pod hasłem budowy Królestwa Bożego na ziemi. Nawet jeśli tracimy żywy związek z chrześcijaństwem, to pozostaje postulat przemiany rzeczywistości, poszukiwania porządku, który byłby bardziej ludzki. Ten postulat jest czymś bardzo charakterystycznym dla polskiej kultury. Nie sądzę, by na dłuższą metę projekt ten był możliwy bez religii, ale może ożywiać także ludzi, którzy nie mają z nią bezpośredniego związku. Polacy są rewolucjonistami świata. Dziś chyba o tym trochę zapominamy, ale jeszcze w pokoleniu naszych rodziców to było czymś oczywistym.

 

Oprócz mesjanizmu jest jeszcze idea przedmurza…

Zastanawiam się, jaki związek łączy mesjanizm i – nazwijmy to tak – antemuralizm. Idea mesjańska oznacza budowę Królestwa Bożego na ziemi, a idea przedmurza zakłada chyba, że zostało ono już zbudowane i teraz pozostaje tylko go bronić. Antemuralizm byłby więc o wiele bardziej zachowawczy niż mesjanizm. Jest to też na pewno stanowisko łatwiejsze, bo nie wymaga zakwestionowania status quo. Wydaje mi się, że misjonizm przedmurza stanowi pewne wypaczenie prawdziwego mesjanizmu. Tym, czego potrzebujemy, jest zrozumienie, ile mamy rzeczy do zrobienia wewnątrz, a nie tylko ile niebezpieczeństw czai się na zewnątrz.

 

Naukowcy ze szkoły tartusko-moskiewskiej oraz jej zwolennicy twierdzą, że ich metodologii można użyć do analizy wielu różnych dziedzin. Pan próbował przyłożyć metody semiotyków do analizy polskich idei i ich wpływu na historię, tak jak semiotycy analizowali Rosję. Jakie jeszcze były efekty poza tym, o czym już pan powiedział?

W swojej książce Semiotyka Solidarności starałem się pokazać zasadniczą różnicę między kulturą zachodnioeuropejską a kulturą rosyjską, która w naszych czasach wspaniale przejawiła się w różnicy między myśleniem Solidarności a myśleniem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Dla kultury zachodniej, co zresztą stwierdzali Jurij Łotman i Boris Uspienski, charakterystyczne jest dopuszczanie wielu rozmaitych punktów widzenia. Historycznym przejawem tego było na przykład napięcie między władzą kościelną a państwową, natomiast dziś widać to wyraźnie w akceptacji społecznego, politycznego i kulturowego pluralizmu. Kultura rosyjska miała i ma nadal zasadniczo charakter binarny. Dopuszcza jeden punkt widzenia, wszystkie pozostałe uznawane są za fałszywe. Walka między zwolennikami patriarchy Nikona a staroobrzędowcami w XVII wieku dotyczyła między innymi tego, iloma palcami należy wykonywać znak krzyża. Symbolika była u obu stron taka sama: dwa palce miały oznaczać dwie natury Chrystusa, trzy palce – Trójcę Świętą, różnica polegała tylko na tym, które palce miały co symbolizować. Ludzie ginęli nie w imię znaczonego, lecz znaczącego! To jest naprawdę niesamowite, ale podobny sposób myślenia można znaleźć w polskich dokumentach partyjnych z 1981 roku. Solidarność przyjmowała wielość punktów widzenia jako coś naturalnego, dopuszczała nawet obecność partii komunistycznej w życiu społecznym. Partia natomiast uznawała Solidarność nie za rzeczywistego partnera, lecz za efekt działalności obcych sił lub rezultat błędów we wcielaniu idei komunistycznej. W tym sensie walka między władzą a opozycją była prawdziwą wojną kulturową, walką Wschodu z Zachodem. Co więcej, postawiłem hipotezę, że ta wschodnia forma myślenia obecna była w latach 90. w tak zwanym polskim liberalizmie, czyli w ideologii „Gazety Wyborczej” i Unii Wolności!

 

Nie uwierzę, że tylko Polacy, Rosjanie i Żydzi mają swoje idee mesjańskie czy quasi-mesjańskie.

Każdy z wielkich narodów historycznych jest ejdetyczny. To znaczy każdy z tych narodów wytworzył pewien ideał, którego realizacji się poświęcał. Ideały te miały różną treść, ale wywoływały historyczne napięcie, które swoją drogą prowadziło do ogromnego rozwoju kulturalnego, politycznego i gospodarczego. Polska na tym tle wyróżnia się o wiele bardziej religijnym charakterem swojego eidosu. Nasz naród zdefiniował siebie jako naród służący Kościołowi. Wydaje mi się, że ze względu na misjonistyczny czy mesjanistyczny charakter kultury polskiej o wiele łatwiej znaleźć nam wspólny język z Amerykanami czy Rosjanami niż z Czechami, którzy uchodzą, chyba zresztą słusznie, za pozbawionych wszelkich złudzeń zwolenników ciepłej wody w kranie.

 

Trzeci Rzym to w dużym stopniu idea apokaliptyczna. A jak tam z Apokalipsą po polsku?

Tak, idea Trzeciego Rzymu odznaczała się wyraźnie apokaliptycznym charakterem. Moskwa miała być nie tylko Nowym, lecz także Ostatnim Rzymem. Po starożytnym Rzymie nastał Konstantynopol, po Konstantynopolu rządziła Moskwa, ale po Moskwie nie będzie już żadnego ziemskiego cesarstwa, tylko nastąpi koniec świata. Przywódca tego państwa pełni zarówno misję mesjanistycznego władcy budującego chrześcijańskie królestwo na ziemi, jak i apokaliptycznego katechona opóźniającego swoimi wysiłkami powtórne przyjście Chrystusa i dającego światu czas na nawrócenie.

 

No tak. Putin – czekista, a jednak katechon

Tak czasem się mówi! W polskim mesjanizmie było zaś chyba mniej apokaliptycznego napięcia. Polscy mesjaniści swoje zadanie widzieli w kontynuacji wielkiego zadania przemiany rzeczywistości, a nie w wypatrywaniu końca czasów. Na tym zresztą polega nieporozumienie związane ze współczesnymi apokaliptykami z kręgu pisma „Czterdzieści i Cztery”, którzy widzą swoich poprzedników w polskich mesjanistach. Nic bardziej mylnego! To nie nadzieja na koniec, lecz nadzieja na nowy początek ziemskiego świata rozpalała Mickiewicza, Słowackiego i Cieszkowskiego. Ponoć Jan Paweł II spytany, kiedy będzie koniec świata, odpowiedział ze zdziwieniem, że świat się dopiero rozpoczął!

 

 

Tekst pochodzi z kwartalnika „Fronda Lux”, zima 2014, nr 73.