Anastazja Kirilenko postanowiła pochylić się nad rosyjską opozycją, jak sama pisze, „z matczyną troską, bez cienia ironii”. Choć odrzuca zarzuty, że Aleksiej Nawalny jest „produktem” Kremla a mówienie przez Michaiła Chodorkowskiego o możliwości wygrania wyborów za 5-8 lat i przejęcia władzy w pokojowy sposób – naiwnością, nie ukrywa rozczarowania działaniami obu czołowych opozycjonistów.

Po pierwsze, krytykuje ich za akceptację dla paradygmatu „świętości” Putina, jak określił ten fenomen Pawło Kazarin podczas niedawnej debaty ze studentami warszawskiej SGH. Otóż zarówno Nawalny jak i Chodorkowski z radością uderzają w Sieczyna czy Miedwiediewa (choćby sławnym już filmem „On nam nie Dimon”) jednak nie porywają się na krytykę najważniejszego Kremlowskiego polityka – Władimira Putina zakładając, że może to przynieść więcej politycznych strat niż korzyści.

Po drugie, skupiają się na efektownych (choć nieefektywnych) działaniach, jak wyprowadzenie od czasu do czasu ludzi na ulice większych miast, ignorując możliwości walki na gruncie proceduralnym. Jak dotąd, żaden poważny opozycjonista nawet nie zająknął się o możliwości zaskarżenia kuriozalnych przepisów, według których kandydat na prezydenta ma obowiązek zebrania dwóch milionów podpisów. Choć zapewne rosyjskie sądy nie poparłyby skarżących, zawsze pozostaje międzynarodowy wymiar sprawiedliwości.

Nieważne, czy to sabotaż czy naiwność – podsumowuje Kirilenko. Ważne, że opozycja sama wyprowadza się na margines walki politycznej.

Cały tekst Anastazji Kirilenko jest dostępny w serwisie Kasparov.ru.