Śmierć Islama Karimowa 2. września była dla mieszkańców Uzbekistanu szokiem, rozbudzającym od dawna istniejące w społeczeństwie obawy. Czy spory między uzbeckimi klanami doprowadzą do wojny domowej? Czy rozgorzeje konflikt z Kirgistanem? Czy autonomiczny Karakalpakstan oddzieli się od kraju?

Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi: nie. Pogrążona w letargu polityka zagraniczna Uzbekistanu odżyła, rozpoczęto rozmowy w sprawie rozwiązania sporów granicznych i reformowanie systemu sądownictwa. Poprawiły się relacje z Turkmenistanem i Kazachstanem. Trzy miesiące, które minęły od śmierci Karimowa, dowiodły, że społeczeństwo Uzbekistanu, choć dość konserwatywne, pragnie zmiany i dorosło do jej wprowadzania. Kult osoby lidera nie zanikł, pojawiły się jednak nieśmiałe głosy, że był on raczej tym, który hamował zmiany w kraju niż tym, od którego zależało jego przetrwanie. Pewnym zaskoczeniem była także postawa krajowych elit, które, zamiast walczyć o władzę, usiadły wspólnie przy stole i rozpoczęły współpracę.

Kontrola państwa nad społeczeństwem była w Uzbekistanie znacznie silniejsza niż w Rosji, a jednak  do tej pory żadna z apokaliptycznych prognoz dotyczących tego, co zdarzy się po śmierci Islama Karimowa, nie spełniła się. Analogiczne przewidywania wciąż są bardzo popularne w Rosji, gdzie mówienie o kraju bez Władimira Putina u władzy uznawane jest wręcz za działanie antypaństwowe.

Mantra o upadku, jakiego miałaby doświadczyć Rosja bez dotychczasowego lidera, opiera się na trzech popularnych fobiach: osłabieniu państwa przez konflikty wewnątrz elit, eksplozji nacjonalizmu i nasileniu się terroryzmu, związanego zwłaszcza z działaniami osób pochodzenia kaukaskiego.

Według Kuzniecowej, porozumienie się uzbeckich elit po śmierci Islama Karimowa, pozwala spodziewać się tego samego po rosyjskich oligarchach. W jej opinii nie ma bowiem powodu, dla którego mieliby oni ryzykować swoje majątki w wewnętrznych walkach. Nie należy natomiast deprecjonować problemu nacjonalizmu, przede wszystkim jednak nie rosyjskiego, lecz kaukaskiego. Centralizacja władzy doprowadziła do sytuacji, w której utrzymanie pokoju na Kaukazie w ogromnym stopniu zależy od Władimira Putina. Widać to zwłaszcza na przykładzie Czeczenii, której przewodzi wyznaczony przez Putina i bezgranicznie wobec niego lojalny Ramzan Kadyrow. Odejście Putina mogłoby zburzyć ten kruchy porządek.

Jedynie kwestia kaukaska uzasadnia zatem twierdzenie, że bez Władimira Putina nie będzie Rosji. Zwolennicy tej tezy mają rację w jednym – tak jak Uzbekistan bez Karimowa nie jest już taki sam, tak Rosja bez Putina nie będzie taka sama.

Cały tekst Jekateriny Kuzniecowej dostępny na stronie Intersection Project.

Intersection