Spór o to, kto powinien sformułować lewicową kontrpropozycję wobec PiS jest bodaj jedynym prawdziwie programowym sporem wśród przeciwników obecnego rządu. Sojusz Lewicy Demokratycznej i Partia Razem przerzucają się oskarżeniami o to, kto winien jest całkowitego braku reprezentacji lewej strony sceny politycznej w Sejmie. Młode ugrupowanie współprowadzone przez Adriana Zandberga oskarżane jest także o to, że poprzez dystansowanie się od marszów Komitetu Obrony Demokracji próbuje przejąć część elektoratu Prawa i Sprawiedliwości.

Różnice między KOD-em a Razem są jednak fundamentalne i nie dają się sprowadzić do krótkoterminowych rozgrywek politycznych. Strategia kierowanego przez Mateusza Kijowskiego Komitetu polega na stworzeniu ruchu możliwie jak najszerszego, poprzez wyciszanie różnic dzielących jego zwolenników. Partia Razem zaś działa na zasadzie „punktowych” akcji, przypominających protesty pod hasłem „occupy”. Obie formy działania mają jednak swoje ograniczenia.

Cały tekst Pawła Marczewskiego dostępny na stronie Tygodnika Powszechnego oraz w jego papierowym wydaniu z 11 kwietnia.

 

tygodnik powszechny