Pod koniec 2015 roku idea stworzenia wspólnej przestrzeni gospodarczej między Euroazjatycką Unią Gospodarczą (EUG) a Unią Europejską powróciła jako główna strategiczna propozycja Rosji dla UE. Moskwa za pośrednictwem EUG oficjalnie zaprosiła Brukselę do rozpoczęcia dialogu w sprawie koordynacji polityki gospodarczej oraz połączenia stref gospodarczych EUG i UE.

Nikt chyba nie zwrócił uwagi na to zaproszenie aż do momentu, gdy przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zaskoczył wszystkich pozytywną reakcją na pomysł Moskwy i oznajmił, że „opracowywana jest nowa propozycja współpracy z Euroazjatycką Unią Gospodarczą”.

Taki rozwój wypadków jest, mówiąc oględnie, nieoczekiwany, jeśli wziąć pod uwagę stan relacji między Rosją a UE, sankcje, nasiloną antyzachodnią propagandę w Rosji oraz ogólne „ochłodzenie” spowodowane aneksją Krymu i działaniami zbrojnymi na Ukrainie.

Dokładnie rok wcześniej podobne pomysły wysuwali niemieccy politycy i niektórzy przedstawiciele środowiska eksperckiego, jednak wtedy zostały one dość szybko odrzucone. Czy wystarczyły wydarzenia w Syrii, żeby doprowadzić do reanimacji tego projektu? I co właściwie Kreml próbuje osiągnąć, gdy oferuje współpracę z EUG?

 

Czyż Wielka Azja nie jest dziś ideą przewodnią?

Idea wspólnej Wielkiej Europy od Lizbony do Władywostoku nie jest wcale nowa. Zaproponowana przez Gorbaczowa jeszcze pod koniec lat 80., stała się lejtmotywem „fazy europejskiej” w czasie pierwszej kadencji Putina. W opracowaniu Siergieja Karaganowa oznaczała wspólną przestrzeń gospodarczą i kulturową, łączącą dwie części jednej cywilizacji – Europę Zachodu z Europą Wschodu.

Koncepcja ta, bardzo dobra w teorii, w praktyce – po utworzeniu EUG – stała się narzędziem uzasadniającym dążenie Moskwy do zawarcia transakcji ekonomicznej, a w pewnym stopniu także politycznej, w której Kreml wraz z jego projektem integracyjnym zostałby uznany za równy UE. Pozwoliłoby to Rosji dalej kształtować przestrzeń postsowiecką według własnego scenariusza.

Mówiąc prościej – Moskwa chciała, żeby UE w zamian za wspólny rozwój gospodarczy bez większych zastrzeżeń zaakceptowała wewnętrzną i zagraniczną politykę Rosji.

W pierwszej dekadzie XXI wieku ani Rosja, ani UE nie były gotowe do wprowadzenia tej idei w życie, chociaż z różnych przyczyn. Teraz, po wydarzeniach na Ukrainie, po oficjalnym „zwrocie na Wschód” i wojnie na sankcje z UE, taka propozycja ze strony Kremla wydaje się niewiarygodna.

Nawet sam teoretyk Wielkiej Europy Karaganow odżegnuje się od swojej koncepcji, uznając ją za „bezsensowną”. Ponadto Karaganow niedawno ogłosił ideę alternatywną dla Wielkiej Europy, którą najtrafniej można określić jako projekt Wielkiej Azji.

Idea ta zakłada, że Rosja i EUG połączą siły z chińskim projektem Nowego Jedwabnego Szlaku, a w ten sposób stworzą wspólną euroazjatycką przestrzeń, która posłuży rozwojowi Azji Centralnej, wejściu Rosji na rynki azjatyckie, wzmocnieniu relacji z Chinami i Indiami oraz szerzej – z całym światowym Południem.

Według Karaganowa to właśnie europocentryzm rosyjskich elit intelektualnych stał się przyczyną niezrealizowanych możliwości współpracy z Azją w ciągu ostatnich 20 lat.

Dziś jednak jasne staje się, że próba „zwrotu” jest na razie nieskuteczna. A dopóki nie można żywić nadziei na „zastąpienie” Europy Azją, Kreml stara się rozwiązać nagromadzone problemy we współpracy ze swoimi europejskimi partnerami.

 

Czy chodzi tylko o sankcje?

Rosja zawsze dążyła do integracji z UE, była otwarta na dialog z Europą, nieustannie popierała wspólny rozwój – tak przynajmniej brzmi przesłanie Kremla przekazywane zarówno własnym obywatelom, jak i europejskim zwolennikom polityki rosyjskiej.

Dziś Moskwa znów wyraźnie apeluje do tych sił w Europie, które wolałyby odsunąć na bok Ukrainę i wymyślić sposób powrotu do business as usual.

Kreml stara się wciągnąć UE w dyskusję, a równolegle rozwiązuje najbardziej palące problemy, więc wspólna przestrzeń gospodarcza na pewno nie jest teraz sprawą priorytetową.

Całkowite wdrożenie idei wspólnej przestrzeni gospodarczej UE i EUG wymagałoby rozstrzygnięcia dwóch bardzo nieprzyjemnych dla Moskwy kwestii: umowy stowarzyszeniowej między UE a Ukrainą oraz Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP).

Formuła zaproponowana przez Rosję zakłada skoordynowane działania w zakresie polityki handlowej, co w praktyce uczyni Kreml uczestnikiem negocjacji w sprawie wdrożenia umowy stowarzyszeniowej w obszarze polityki handlowej. Dzięki temu Moskwa będzie mogła przeszkodzić w przyjęciu umowy.

Rosja będzie mogła również ingerować w proces negocjacyjny dotyczący TTIP i w miarę możliwości spowalniać go. Jak oświadczył prezydent Putin w październikowym wystąpieniu w ONZ – Rosja jest przeciwna zamkniętym, ekskluzywnym związkom gospodarczym, dlatego dzięki włączeniu EUG w proces negocjacyjny Moskwa może od wewnątrz wpłynąć zarówno na umowę stowarzyszeniową, jak i na TTIP.

Oczywiście wszystko to jest możliwe teoretycznie, natomiast główny cel Rosji okazuje się dużo bardziej przyziemny, a jej marzenia są bardzo pragmatyczne.

Moskwa wcale nie snuje obecnie wizjonerskich projektów Wspólnej Europy. Przeżywając najbardziej systemowy kryzys gospodarczy od końca lat 90., przy niskich cenach ropy, które nijak nie chcą „z powrotem skoczyć” – jak przepowiadał Putin – Rosja dąży do zmiany tego, co według niej da się zmienić – wymiaru sankcji.

Kreml niebezpodstawnie sądzi, że w UE są ludzie, którzy z przyjemnością zniosą sankcje, „zapomną” o Ukrainie i zapewnią Rosji płynność finansową, tak potrzebną rosyjskiej gospodarce. A ta potrzeba będzie się nasilać.

Jak stwierdził rosyjski minister finansów Anton Siłuanow, rezerwy finansowe całkowicie wyczerpią się w 2016 roku, co sprawi, że wspieranie wielu spółek państwowych na dotychczasowym poziomie stanie się nader trudne.

Kreml już musiał ograniczyć wydatki na 2016 rok, co w sytuacji braku jakichkolwiek nadziei na rychły wzrost gospodarczy zmusza do szukania nowych sposobów, żeby przekonać UE do zmiany stanowiska w sprawie sankcji, takich jak perspektywa wspólnej walki z IS, kolejny „wielki projekt” i inne. To strategia długoterminowa – nie unieważnia jej zatem fakt, że sankcje zostały przedłużone na kolejne sześć miesięcy.

 

Jak powinna zareagować Europa?

Biorąc pod uwagę prawdziwe przesłanki idei wspólnej przestrzeni gospodarczej, UE powinna wypracować strategiczną wizję stosunków z Rosją. Jasne jest, że dziś nie może być mowy o wspólnej przestrzeni gospodarczej między UE a EUG.

Unia Europejska na pewno odrzuci taką propozycję – z powodu niezgodności norm prawnych, ograniczoności UE lub z przyczyn politycznych (działania Rosji na Ukrainie).

Zamiast tego – jestem o tym przekonany – Unia powinna odpowiedzieć asymetrycznie, czyli zaproponować europejską wizję wspólnej strefy z Rosją.

Europejczycy mogliby przedstawić Rosji jasne kryteria, których spełnienie uczyni realnym plan wspólnej przestrzeni. Będzie to pewnego rodzaju lista warunków politycznych i ekonomicznych niezbędnych do rozpoczęcia negocjacji.

Oczywiste wydaje się, że Rosja Putina nie jest dziś w stanie spełnić europejskich kryteriów. Propozycja ta może być zatem obliczona tylko na długą perspektywę. Mimo to przedstawienie wizji takich relacji jest dziś dla Europy nader ważne i obie strony tylko na tym zyskają.

Po pierwsze – UE powinna uznać Rosję za część Europy, która kiedyś może na równi z innymi członkami Unii zająć miejsce wśród krajów cywilizacji europejskiej, co powinno położyć kres dyskusjom o tym, czy Rosja jest częścią Europy. Spekulacje na ten temat zbyt często są wykorzystywane, aby dowieść nieeuropejskiej natury Rosji i uzasadnić rzekome dążenie UE do trzymania jej na dystans.

Po drugie – takie oświadczenie będzie wyraźnym sygnałem zarówno dla urzędników państwowych, jak i dla środowiska biznesowego oraz wszystkich tych, którzy popierają europejską drogę rozwoju Rosji, że konstruktywne stosunki Moskwy z UE są możliwe, jeśli w kraju nastąpią polityczne zmiany. Warto docenić siłę takiego symbolicznego gestu.

Po trzecie – takie oświadczenie wywoła w Rosji i w Europie prawdziwą dyskusję o tym, jak ma wyglądać przyszłość i jakimi sposobami można osiągnąć wyznaczone cele.

Europa musi dziś wypracować precyzyjną wizję przyszłego miejsca Rosji. Unia Europejska stosując strategię przemilczania projektu Wielkiej Europy, wspiera zwolenników koncepcji mongolskich korzeni i tożsamości Państwa Moskiewskiego.

Unia Europejska powinna uczyć się na własnych błędach popełnionych w ciągu ostatnich 25 lat i uznać, że Rosja odizolowana od Europy jest źródłem większej niestabilności oraz zagrożeń dla regionu. A dziś oczywiste stało się już, że Rosja nie jest w stanie dojść do Europy, jeśli ta nie wyciągnie ręki w jej stronę.

 

© The Intersection Project