Debata towarzysząca I spotkaniu Klubu PL_RU pt. Polska i Rosja wobec Europy [uczestnicy].

Wprowadzenie: Natalia Zubarewicz (PDF)

Choć w Rosji rośnie napięcie i niezadowolenie społeczne, to społeczeństwo w swej większości pozostaje bierne i nie można spodziewać się wybuchów kolejnych protestów. Mimo że władza nie posiada strategii rozwoju kraju, a ostatnie wydarzenia podważyły jej legitymizację, to o ile nie zmniejszą się dochody z ropy i gazu, nic nie jest w stanie zagrozić reżimowi Władimira Putina. Opozycja jest podzielona i zmarginalizowana. Co więcej, nie ma do zaoferowania rosyjskiemu społeczeństwu żadnego pozytywnego programu. Z taką diagnozą zgodzili się wszyscy uczestnicy debaty. Spierano się jednak o to, na ile realne jest zagrożenie nacjonalizmem wśród ruchów opozycyjnych. A także o to, czy Rosji grozi rozpad.

Pełny zapis dźwiękowy debaty (MP3), czas trwania: 1 godz. 52 min.

Komentarze uczestników debaty (nadesłane po jej zakończeniu):

Polecamy także:

Rozmowa z  Iwanem Preobrażeńskim o wynikach wyborów samorządowych w Rosji i porażce ruchów opozycyjnych w Krytyce Politycznej.

Relacja z debaty

Specyfika ekonomiczna Rosji to „gospodarka redystrybucji renty naftowej z bardzo dużą składową korupcyjną i bardzo niskim popytem na innowacje, a obecnie również niskim poziomem inwestycji” i powolnym tempem wzrostu ekonomicznego – taki obraz jako punkt wyjściowy debaty nakreśliła prof. Natalia Zubarewicz. W rezultacie dochody ludności, które niegdyś rosły po 10-12 proc. , w zeszłym roku w ogóle nie podniosły się. Rosną za to zobowiązania socjalne państwa – przez dwa ostatnie kryzysowe lata o 60 proc. – a budżet nie jest w stanie ich udźwignąć. Zapoczątkowano więc reformę budżetową, ale wedle logiki biurokratycznej – nie podnosząc efektywności, tylko redukując liczbę szkół, szpitali itp. „Kończy się stara umowa społeczna władz i społeczeństwa: lojalność wobec reżimu w zamian za regularny coroczny wzrost dobrobytu. (…) Napięcie społeczne rośnie” – oceniła prof. Zubarewicz.
Zastrzegła jednak, że nawet w Moskwie, gdzie doszło do maksymalnej koncentracji zasobów finansowych, wykształconej ludności i niezadowolonej z reżimu klasy średniej, grupy skłonne do udziału w protestach stanowią mniejszość, i to niewielką. Należy wziąć pod uwagę, że połowa klasy średniej w kraju to biurokracja, a stołeczni beneficjenci „renty naftowej” (dochodów czerpanych z wydobycia ropy i gazu ziemnego), z której wypłacane są różne dodatki, to ogromna rzesza emerytów i pracowników budżetówki: lekarzy czy nauczycieli. W sytuacji, gdy Moskwa wchłania dużą część „renty naftowej”, w ośrodkach regionalnych koncentracja zasobów jest o wiele mniejsza, a co za tym idzie – dyfuzja nowych wartości przebiega skrajnie powoli. W pozostałych miastach – średnich, w tym przemysłowych – utrzymał się radziecki system wartości: ich mieszkańców interesuje praca i wypłata, a polityka staje się znacząca, gdy zaczyna się kryzys. W tych miastach nasila się niezadowolenie, ale jest ono bierne, aktywnie przejawia się tylko w przypadku zamknięcia zakładu. Protesty nie są masowe, lecz punktowe, więc władze nie mają problemu z ich tłumieniem. Absolutnie poza polityką jest peryferyjna Rosja, która się nie zmienia – żyje z emerytur, budżetowych wynagrodzeń lub dzięki samozatrudnieniu. „W tej Rosji nic nie może się zdarzyć” – oceniła prof. Zubarewicz.
Jak zauważyła, w Rosji modernizacja idzie z góry, ale obecnie jest mało prawdopodobna, bo nie ma w elitach grupy, która realizowałaby interesy aktywnej mniejszości. Nie doszło bowiem do podziałów wśród elit i nie wiadomo, czy w ogóle do nich dojdzie. W takiej sytuacji droga ewolucyjna prowadzi przez decentralizację, do której Kreml jest już częściowo gotów, bo to pozwoliłoby przekazać odpowiedzialność za niepopularną reformę budżetu do regionów. Zdaniem prof. Zubarewicz w tej czy innej formie dojdzie do procesów decentralizacyjnych, ale powinny one przebiegać dwuetapowo: z centrum do regionów, a z regionów do miast, bo inaczej dystrybucja z Kremla zostanie po prostu zastąpiona dystrybucją ze szczebla gubernatorskiego. Decentralizacja niesie jednak ze sobą ogromne ryzyko nasilenia i tak już wysokiej polaryzacji ekonomicznej kraju. Poza tym istnieje niebezpieczeństwo, że powstanie mozaika reżimów politycznych, które dysponując pieniędzmi, nie będą się modernizować, i w większości regionów nasili się system klientelistyczny, podobny do feudalnego. Jednak na pewno jeden z modeli transformacji będzie zmierzać w kierunku nowocześniejszych stosunków politycznych, ponieważ w wielkich miastach trudniej zbudować prymitywny model patronażowy ze względu na różnorodność grup interesów, których konkurencja będzie sprzyjać modernizacji. „Droga decentralizacji nie daje żadnych gwarancji, a ryzyko jest ogromne, (…) ale innej drogi w istniejącej sytuacji politycznej i ekonomicznej nie widzę” – podsumowała prof. Zubarewicz.
Siergiej Utkin przywoływał obawy związane ze zróżnicowaniem klasy średniej i ruchu protestacyjnego, zwłaszcza na płaszczyźnie ideologicznej. Przypomniał, że w czasie manifestacji w Moskwie ujawniły się grupy o radykalnie lewicowych poglądach, nacjonalistycznych i liberalnych. Nie wiadomo, która z tych grup może mieć decydujący wpływ na dalszy rozwój sytuacji, czy zdołają się zjednoczyć na bazie sprzeciwu wobec władzy, a jeśli tak, to na jak szerokiej platformie i czy w przyszłości dojdzie do rozłamu. Najważniejsze obawy dotyczą tego, na ile w środowisku konserwatywnym i liberalnym zaczynają być popularne tendencje nacjonalistyczne. Utkin wyraził jednak nadzieję, że zachodząca nawet przy stagnacji w sferze polityki ewolucja świadomości samych Rosjan, związana choćby z pewnym przybliżaniem się do standardów europejskich, pozwoli przejść do bardziej umiarkowanego krajobrazu politycznego.
Zdaniem Iwana Preobrażeńskiego przedwczesne jest mówienie o trendzie nacjonalistycznym w opozycji, choć jest ona rzeczywiście podzielona i w znacznej mierze zmarginalizowana. Ale skrzydło nacjonalistyczno-demokratyczne jest bardzo słabe w porównaniu z „lewym”. Działania władz wskazują, że bardziej się one obawiają skrzydła lewicowego i mają rację, bo to ono w większym stopniu jest w stanie wyrażać interesy społeczeństwa. Problem polega na tym, że aktywna część rosyjskiej opozycji niewiele interesuje się potrzebami peryferyjnej Rosji czy mieszkańców mniejszych miast, których interesy znacznie różnią się od jej haseł.
Problemem opozycji jest też brak jasno wyrażonego stanowiska władz. „Trudno jest znajdować się w opozycji do tego, czego nie ma. To opozycja w stosunku do braku stanowiska” – zauważył Preobrażenski. Podkreślił, że opozycja musi wypracować własną platformę ideologiczną, nie może się bowiem ograniczać do hasła, że Putin musi odejść. Niezbędny jest pozytywny program, który zostanie przyjęty przez społeczeństwo. Przy nasilającym się nacisku ze strony władz istnieje niebezpieczeństwo przekształcenia się w „zmarginalizowaną grupę profesjonalnych rewolucjonistów” i dalszego zradykalizowania sytuacji. Jest w rosyjskich władzach skrzydło, które rozumie to zagrożenie i właśnie dlatego występuje przeciw nasileniu represji wobec opozycji.
Z punktu widzenia władz zwiększenie nacisku na opozycję jest częścią odpowiedzi na kluczowe wyzwania, do których należą: nieefektywność istniejącego systemu w warunkach spadku dochodów. Decentralizacja, czy też rozpad Rosji, widoczny już na północnym Kaukazie czy w Tatarstanie, który zetknie się z decentralizacją z góry oraz wyzwania w polityce zagranicznej, a wśród nich sytuacja w Syrii, wokół Iranu czy arabska wiosna, którą władze rosyjskie odczuły boleśnie.
Jekaterina Kuzniecowa zauważyła, że brakuje państwowej strategii rozwoju, przez co nie wykorzystano dziesięcioleci finansowej obfitości do budowy infrastruktury. Rosja jest zapewne jedynym krajem, w którym „następuje wzrost ekonomiczny, ale który nie rozwija się”. „O rozwoju w ogóle nie myśli się jako o projekcie. (…) Proces jest fragmentaryczny, epizodyczny, a nie postępujący” – oceniła Kuzniecowa. Podkreśliła, że brakuje celu, który – jak w Polsce – pozwoliłby nie utracić pozytywnej dynamiki ekonomicznej. Dochodzi do tego jeszcze biurokracja i filozofia, w której człowiek zajmuje w systemie państwowych priorytetów ostatnie miejsce.
Według Siergieja Żaworonkowa odrzucenie obecnych władz narasta w różnych warstwach społeczeństwa, już nie tylko w Moskwie, czego dowodem były niedawne wybory regionalne, w których najgorszy wynik Jedna Rosja uzyskała w Twerze. Analityk uważa, że rosyjskie władze mają wybór między dwoma wariantami wyjścia z autorytaryzmu: argentyńskim i brazylijskim, za którymi optują różne grupy wpływu. Przy czym dużą rolę w tym wyborze odgrywa posiadanie przez elity znacznych aktywów zagranicznych. Sprzeczność interesów „władcy” i pozostałej elity może doprowadzić do rewolucyjnego wyjścia z sytuacji – twierdzi Żaworonkow. Jednak przykład Ukrainy pokazuje, że rewolucyjna próba wyjścia z autorytaryzmu często prowadzi do odbudowy konstrukcji z nowymi nazwiskami.
Zdaniem Ilji Barabanowa obecne władze nie zdecydują się na decentralizację, choć mogłaby ona być wyjściem z sytuacji, gdy regionów już nic nie łączy poza flagą i granicami państwa. Jednak po grudniowych wyborach i powrocie Władimira Putina na urząd szefa państwa pod znakiem zapytania stoi prawomocność parlamentu i prezydenta. Kryzys prawomocności w najbliższych latach będzie narastać i stopniowo prowadzić do tego, że władza, skoncentrowana na własnej obronie drogą represji, będzie niezdolna do realizacji reform. „Albo obecny reżim zdecyduje się na wcześniejsze wybory, żeby potwierdzić swą prawomocność, albo dojdzie do systemowego kryzysu zarządzania, który może zakończyć się różnymi scenariuszami” – ocenił Barabanow.
Liubow Bisson uważa, że kryzys systemowy wynika z niezakończenia etapu transformacji postkomunistycznej. Przejawia się m. in. brakiem partii politycznych w ich tradycyjnym rozumieniu. Tymczasem oddolna modernizacja nie będzie możliwa, dopóki nie pojawią się polityczne instytucje reprezentujące interesy społeczeństwa, co jest skrajnie trudne z powodu politycznej bierności ludzi w regionach. Według Bisson w długoterminowej perspektywie stanie problem reformy konstytucyjnej, bo to ustawa zasadnicza z 1993 roku uczyniła z Rosji republikę superprezydencką. I nawet gdyby Putina zastąpił ktoś inny, ten system będzie się reprodukować.
Dla Anny Panichinej najważniejszym wyzwaniem dla Rosji jest zależność systemu sądownictwa i samowoli instytucji władzy wykonawczej, bo w takich warunkach „nie może być mowy o gwarancjach własności czy bezpieczeństwie osobistym”. Według niej prawne uporządkowanie tych sfer powinno być pierwszym krokiem, który należy podjąć. O konieczności budowania niezależnego sądownictwa mówił też w czasie dyskusji Janusz Onyszkiewicz, podkreślając, że bez niego Rosja nie będzie w stanie się rozwijać i nie będzie inwestycji zagranicznych. Prof. Zubarewicz zwróciła jednak uwagę, że nie może istnieć niezależny system sądowniczy w obecnej strukturze instytucji państwowych. Dla wielkich zagranicznych inwestorów istnieje substytut w postaci osobistych gwarancji rosyjskich liderów i wielu firmom to wystarcza. Według Preobrażeńskiego stworzenie niezależnego sądownictwa równałoby się dopuszczeniu opozycji do władzy.
W dyskusji padały też ostrzeżenia, by nie porównywać protestów w Moskwie z placem Tahrir, bo jest to kwestia ściśle związana z demografią – Rosja nie ma młodzieży, która była lokomotywą arabskiej wiosny. Obecnie w wiek rozrodczy wchodzi mało liczne pokolenie urodzonych w latach 90., a odchodzić będzie pokolenie baby boomu – przypomniała
prof. Zubarewicz. Władze nie będą już mogły mówić o wielkim zwycięstwie polityki demograficznej, dzięki której w tym roku depopulacja była minimalna, a w Moskwie po raz pierwszy od 40 lat odnotowano dodatni przyrost naturalny. Przy czym największy przyrost rejestrowano na wsi, w małych miastach, w środowiskach z niskimi dochodami i nisko wykształconych.
Na pytanie Marka Menkiszaka, co może doprowadzić do upadku obecnych władz Rosji, jeśli nie spadną ceny ropy i nie dojdzie do konfliktu wojennego, rosyjscy politolodzy odpowiadali zgodnie: nic. „Zasoby ‘renty naftowej’ są na tyle wielkie, by ten kraj gnił długo. Nic się nie zmieni” – przyznała prof. Zubarewicz. „Nie ma co oczekiwać żadnych wcześniejszych wyborów” – ocenił Utkin. Zastrzegł jednak, że nawet jeśli obecny prezydent pozostanie u władzy, to kraj mimo wszystko będzie się rozwijał – w końcu średnia klasa wytworzyła się za jego rządów, dzięki czy wbrew Putinowi.
Przed oczekiwaniem, że w czasie kryzysu narasta gotowość do protestów, przestrzegł Żaworonkow. Przypomniał, że 2004 rok na Ukrainie był rokiem najwyższego wzrostu gospodarczego, podobnie było w Tunezji. Po kryzysach lat 2008-09 protesty nie rosły, a wręcz malały: skończyły się strajki, ludzie gotowi byli pracować za gorszą płacę. „Brak pieniędzy nie sprzyja wzrostowi politycznej aktywności. (…) Zwiększenie dobrobytu – internet, wyjazdy do Europy – to pomaga pojąć niedoskonałość naszego systemu” – ocenił Żaworonkow.
Artur Kacprzak zapytał o poczucie godności w społeczeństwie rosyjskim i budowanie jego podmiotowości, a Krystyna Kurczab-Redlich – o strach towarzyszący życiu Rosjan. „W tym narodzie godność została wybita latami prawa pańszczyźnianego i systemu radzieckiego. To naród ciężkiej historii” – odpowiedziała prof. Zubarewicz. Zależność od przeszłości w Rosji – wyjaśniła – działa bardzo silnie. Oportunizm jest wysoki, a strachy zachowały się na prowincji, w niewielkich miastach, gdzie wystąpienie przeciw władzy oznacza utratę pracy. Godność odradza się powoli w środowisku anonimowego, wielkiego miasta. „W aglomeracji pozyskuje się tę nową postindustrialną wolność, która daje Rosji szansę” – podkreśliła profesor. Pasjakina dodała, że podczas protestów w Moskwie po raz pierwszy od długiego czasu dużą rolę odegrało właśnie poczucie godności i solidarności.
Antoni Kamiński zainteresował się, czy szybki rozwój gospodarczy Chin, zwłaszcza przy granicy, nie skłoni rządu rosyjskiego do nasilenia modernizacji. Chiny mają zaledwie 1 proc. w bezpośrednich inwestycjach w Rosji – przypomniała prof. Zubarewicz. Dlatego w 2011 roku prowadziło się poważne rozmowy o roli chińskich inwestycji i chińskie pieniądze będą przyciągane do Rosji wszelkimi dostępnymi sposobami. Jak przyznał Utkin, temat rozwoju regionów leżących w pobliżu Chin jest wspominany w publicznym dyskursie, ale problem w tym, że pojmując konieczność modernizacji, władze nie realizują jej w praktyce. Według Żaworonkowa Rosja jedynie straszy Europę, że w każdej chwili może się przeorientować na Chiny. W istocie Chiny nie są gotowe kupować w Rosji surowców, zwłaszcza gazu, po takich cenach jak Europa. Dlatego już sześć lat Rosja nie może podpisać umowy gazowej z Chinami.
Na pytanie Marka Borowskiego, co się dzieje z Dmitrijem Miedwiediewem, rosyjscy politolodzy wyjaśnili, że zajmuje się drobnymi sprawami, np. ostatnie wydanie swojego wideoblogu poświęcił szkodliwości palenia tytoniu, bywa też regularnie na spotkaniach dotyczących innowacji technicznych. „Wizualnie proces jest kontynuowany” – tak określił sytuację Utkin. Według krytyków Miedwiediewa spełnia on obecnie rolę czysto dekoracyjną, ale zdaniem Utkina „możliwa jest droga małych spraw”, które nie zagrażają istnieniu władzy, a sprzyjają rozwojowi np. biznesu.
Bożena Kuzawińska
by-sa-km